Śpiewam, bo nie miałam na węgiel "Dzięki temu, że nie miałam na węgiel, śpiewam" mówi Hanna Hegerová, czeska Edith Piaf, piosenkarka obdarzona talentem, który zdarza się raz na sto lat. Hanna Hegerova nie lubi porównań z Edith Piaf, uważa, że na nie nie zasługuje. Innego zdania była publiczność w teatrze im. Adama Mickiewicza w Cieszynie, dziękująca za występ owacją na stojąco. Po koncercie, który odbył się mimo niedyspozycji artystki, poprosiliśmy Hannę Hegerovą o chwilę rozmowy.
Po czeskiej stronie rzeki już Pani kiedyś śpiewała z Jarkiem Nohavicą. W polskim Cieszynie śpiewa Pani po raz pierwszy?Jak się Pani śpiewało?
Muszę przyznać, że zle. Jestem chora, ale chyba mniejszym złem było zaśpiewać,nawet tak,niż zupełnie odwołać koncert. Nie chcę zawieść swoich fanów. Z Jarkiem śpiewałam tutaj na festiwalu teatralnym w czasach, kiedy jeszcze nie był tak sławny.
Jest Pani znana z trudnych tekstów piosenek. Czym się Pani kieruje przy ich wyborze?
Przede wszystkim muszą do mnie jakoś trafić. To znaczy sama muszę mieć na nie ochotę. Czasami dostanę tekst,mówię, że jest dobry, ale teraz go śpiewać nie będę. Może za rok, dwa... Muszę mieć ochotę nad nim pracować, inaczej się nie uda.
Czy wśród piosenek, które Pani śpiewa od lat, jest jakaś Pani ulubiona?Taka, którą sama Pani nuci, gdy jest dobrze albo żle?
To trudne pytanie. Wszystkie swoje piosenki lubię tak samo.Przyznaję, że każdego dnia, na każdym koncercie wchodzi mi do głowy jakaś inna. Wszystkie moje piosenki sa trudne i różnorodne.Kiedy coś robię, poświęcam się temu, tak jest i ze śpiewaniem.Ten gatunek tego wymaga.Do różnych sytuacji pasują inne piosenki, które przyjdą same w stosownej chwili.
Występuje pani z grupą Petra Maláska, z samymi młodymi mężczyznami. Jak się Wam razem gra?
Oczywiście wspaniale.W moim wieku, a nie lubię mówić, ile mam lat, jestem bardzo dorosła, to najlepszy ze wszystkich moich zespołów.Każdy z nich jest solistą, każdy jest wyjątkowy.Praca z nimi to przyjemność.
Nosi Pani okulary, ale na scenie nie. Nie przeszkadza Pani, że nie widzi widzów?
Nawet, gdy jeszcze miałam dobry wzrok, nie przyglądałam się widzom specjalnie.Kiedy zauważyłam np., że ktoś kichnął lub się odwrócił, przeszkadzało mi to. Ma to chyba też związek z tym,że lubię ogromne teatry z dużą sceną i mnóstwem widzów.Jestem szczęśliwa w Brnie,gdzie w operze bywa 1000 ludzi,lubię biegać po scenie.
Pani ostatnia płyta jest z 1987 roku. Nie szykuje Pani jakiejś miłej niespodzianki dla fanów?
Tak, tak, zamierzam wziąć się za nową płytę, ale jakoś mi nie idzie.Przygotowuję ją już od ponad dziesięciu lat. Ale problem polega na tym, że jestem bardzo rozpieszczona przez Pavla Koptę (nadworny tekściarz piosenkarki-przyp.redakcji), który pisał fantastyczne teksty. Jest teraz tam, gdzie i ja kiedyś będę, ale nie ma tu nikogo podobnego i dlatego tak to wygląda z tą nową płytą. Może są i dobrzy tekściarze, ale ja nie mam do nich takiego zaufania. Poza tym jest mi trudno, bo pewnie jestem do nich nastawiona bardziej krytycznie niż powinnam.
Czy spotkanie z Pavlem Koptą było przypadkowe? Wierzy Pani w rolę przypadku w życiu człowieka?
I tak, i nie. Miałam wtedy angaż w Pradze w teatrzyku Rokoko. Pierwszy tekst, jaki dla mnie napisał, to była chyba Czarna Jessie. W moim życiu było kilka zrządzeń losu, chociaż są ludzie, dla których zrządzenia losu nie istnieją, tym odpowiem, że faktem jest, że czasami los skieruje mnie gdzieś nie wiadomo jak i kiedy.Tak samo jest i ze śpiewem, nigdy nie myślałam, że będę tak zarabiać na życie.
Więc początek śpiewania też był zrządzeniem losu?
Na pewno tak. Nie miałam pieniędzy na węgiel. W drugiej połowie lat pięćdziesiątych ledwo mogła wyżyć ze swojej ówczesnej pensji. Tak więc gdybym miała na węgiel, nie śpiewałabym, tylko do dziś była aktorką w Żilinie. Zarabiałam na węgiel śpiewając podczas wakacji. Tam mnie zobaczył pan z rumuńskiego cyrku i zaproponował mi taką gażę za śpiewanie, że prawie się zgodziłam. Ale nie i śpiewam do dzisiaj tu, inaczej bym skończyła gdzieś w Rumunii. Poznałam panią Elekovą z Praskiej estrady, która towarzyszyła temu mężczyżnie z cyrku, uznała, że mam talent i zaprosiła mnie do Pragi..i tak już zostało.
Pani piesni to poezja, często francuska. Którego francuskiego poetę lubi Pani najbardziej, a któremu z czeskich panią zafascynował?
Oczywiście z francuskich Jacquesa Preverta, dobrze mi się go śpiewa.Co do czeskich, to łapie mnie za serce Jan Skacel.Zaczęłam śpiewać teksty poetyckie, bo od dawna tęskniłam za poezją. Kiedy o tym myślę, to chyba dzięki deklamowaniu wierszy dostałam się do teatru.
Sama układała Pani kiedyś wiersze?
Tak. Piękna jest Czarcia Góra/każdy wejść na nią chce/turyści wołają hola/wszystkim podoba się.To właśnie moje poetyckie dzieło. Napisałam to, kiedy miałam 8 lat, i od tego czasu już nic. Po prostu nie umiem tego robić.
Trzyma Pani w ręku polskie piwo. Jak Pani smakuje?
Bardzo lubie jeść.Lubię też piwo i wino. Do każdego jedzenia pasuje co innego. A do tego miejscowego pasuje piwo, i to, które piję, mi smakuje.
Rozmawiała Gabriela Schnurchova
Tłumaczenie: Magdalena Domaradzka Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku
- - - - - -