Polecamy te strony
 
 
 

 
 O Festiwalu Akcent w praskim Teatrze Archa
Czasami dobrze jest mieć obcy akcent

W dniach 15-20 listopada 2011 w praskim Teatrze Archa odbył się 1. Festiwal Akcent. Pierwszy, choć właściwie drugi, bo w 2010 roku miał miejsce pilotażowy rocznik zerowy. Pełna nazwa wydarzenia brzmiała Festival divadla z přesahem, czyli festiwal teatru przekraczającego.

 Co to znaczy? Można spróbować definiować to przez inne pojęcia, które wciąż powtarzały się w kuluarach, w programie, w komentarzach. Dokumentární divadlo czyli teatr dokumentalny, divadlo v sociální akci, czyli teatr w działaniu społecznym. Zacznijmy od tego ostatniego. Ktoś powie: przecież każdy teatr jest v sociální akci, bo ten, który go tworzy wchodzi w interakcję z tym, który ogląda. To jasne, ale to pojęcie ma głębsze i bardziej specyficzne znaczenie. Używa się go głównie w Brnie i w okolicach, przede wszystkim w kręgu teatru Husa na provázku. Wymyślił je dyrektor Centrum Teatru Eksperymentalnego U Stolu Petr Oslzlý. Definiuje on teatr w społecznym działaniu jako taki, w którym wymowa i wartość społeczna są tak samo ważne (lub nawet ważniejsze) niż warstwa estetyczna. Taki, który wykorzystuje tę drugą płaszczyznę w służbie tej pierwszej. Wróćmy do bazy pojęć proponowanych nam przez organizatorów festiwalu. Następny przystanek: teatr dokumentalny. Uznałabym go za jeden z podtypów divadla v sociální akci. Eksperymentalna wizualnie opowieść o problemach społecznych oparta na faktach autentycznych. Pora wrócić do pojęcia pierwszego, wyjściowego. Teatr przekraczający zawiera w sobie teatr działający społecznie (a tym samym i teatr dokumentalny). Zawiera w sobie też pytanie o to, jak mówić o sprawach kontrowersyjnych, o rzeczach które tradycyjnie zostawia się żądnym sensacji dziennikarzom i precyzyjnym dokumentalistom-hiperrealistom. Samo słowo przekroczenie zawiera w sobie granicę. Artysta na scenie spotyka się z granicą języka. Dotyczy to także mowy ciała. A widz z twórczą próbą jej przekroczenia. Teatr przekraczający jest eksperymentem społecznym i artystycznym. O tym, jak rozumieją to twórcy festiwalu, przeczytałam w programie jeszcze zanim wydarzenie się rozpoczęło i na pięć dni wyciągnęło mnie z domu.

Przeczytałam, że  Akcent jest odpowiedzią na potrzebę stworzenia sceny dla zaangażowanej sztuki akcji, która przekracza granice gatunkowe i estetyczne oraz łączy w sobie teatr, politykę i komentarz społeczny. Wychodzi z aktualności. Jest użyteczna. Pracuje z językiem, którego nie trzeba przekładać. Wprowadza na scenę ludzi, którzy nie są wykształconymi artystami, ale stali się nimi w wyniku nieoczekiwanych wydarzeń i doświadczeń. Wzmacnia głos słabszych. Tworzy przestrzeń wzajemnego szacunku i tolerancji. Jest interdyscyplinarna. Obok przedstawień teatralnych czekają na nas projekcje filmowe, projekty site specific w przestrzeni miejskiej, koncerty, wystawy. Pomysł, na który musieli wpaść właśnie twórcy skupieni wokół Archy, ci sami, którzy założyli ją w 1994 roku. Chcieli wtedy stworzyć przestrzeń działań artystycznych, teatr bez zespołu i repertuaru, którego celem była aranżacja spotkań. Artystów z artystami, publiczności z publicznością, artystów z publicznością, działań i ludzi.  Archa znaczy po czesku arka. Jak mówi o niej jej dyrektor to miejsce dla wszystkich zwierząt.

Czas sprawdzić, jak to wszystko wygląda w praktyce. Sprawdziłam, dotarłam na większość festiwalowych imprez. Zaznaczam jednak, że nie na wszystkie i że chęć (albo nawet i potrzeba) naszkicowania niniejszej relacji zrodziła się gdzieś w trakcie biegania pomiędzy festiwalowymi scenami. Tym samym, relacja jest niepełna i subiektywna. Jak chyba każda, ale ta nawet nie pretenduje do obiektywności.

Dzień pierwszy, wtorek. Zimno, ciemno. Na początku wernisaż fotografii Jindřicha Streita Jsme ze stejné planety (Jesteśmy z tej samej planety). Fotografie i historie trzydziestu obcokrajowców, którzy znaleźli swój drugi (prawdziwy?) dom w Czechach. Przedstawiają bohaterów w domach, w pracy, w miejscu, które uznają za swoje środowisko naturalne. Przedstawiają pozytywny obraz imigrantów. To ludzie, którzy pracują, znają język i kanon kultury (a nawet wzbogacają go swoją interpretacją, swoim spojrzeniem z zewnątrz).

Po drugiej stronie foyer inna wystawa. Utrzymane w komiksowej stylistyce portrety artystki podpisującej się pseudonimem Toy-Box. Czeszki i Czesi mówią o cudzoziemcach. Cyganie nie dbają o higienę, nie są dobrymi pracownikami. Mamy przez to same problemy, głosi uśmiechnięta pani w okularach podpisana jako Pavla, 62 lata, dumna czeska patriotka. Po drugiej stronie zdjęcia Streita. One również przedstawiają dumnych mieszkańców Czech (co z tego, że pochodzą z zupełnie innych zakątków świata). A gdzieś pomiędzy przemówienia, uroczysta inauguracja. Dyrektor Archy Ondřej Hrab, dyrektorka festiwalu Jana Svobodová, socjolożka Jiřina Šiklová, patronka festiwalu. Wszyscy mówią o tym, co o programie, to znaczy o tym, o czym pisałam na poprzedniej stronie i na czym zupełnie nie mogłam się skupić, bo zastanawiałam się nad tą konfrontacją czeskich Czechów z innymi Czechami. Nad konfrontacją stereotypów z uprzedzeniami, z którego jest pewnie jakiś morał płynie, ale jaki? To już zależy od tego, jakie mamy stereotypy oraz jakie żywimy uprzedzenia.

Dzień drugi, środa. Zimno, ciemno. Biegnę na 18.00 do Teatru Archa. Zaczyna się site-specific Sousedé (Sąsiedzi) stworzony przez holenderską artystkę Riet Mellink, reżysera Jiřího Havelkę i studentów praskiej akademii teatralnej (DAMU). Projekt jest kontynuacją procesu rozpoczętego podczas zerowej edycji festiwalu w 2010 roku. Wtedy to Riet Mellink powadziła warsztaty dla studentów. Każdy dostał krzesło, papier i długopis. Uczestnicy siedzieli w przestrzeni miejskiej i notowali. Zapisywali, co widzą, jak się czują, jak postrzegają miasto. Na postawie zapisków powstała mapa historii, które rok czekały na ożywienie. Realizatorzy projektu i widzowie spotykają się przed teatrem i wyruszają na spacer ulicami wokół Archy. Nikt nie wie, kto jest kim. Na początku wcielamy się w grupę turystów. Jedna ze studentek jest przewodniczką. Jej rola to zaproszenie do gry. Przyjmujemy je – idziemy za nią i słuchamy anegdot o niesamowitych atrakcjach ulicy Na Poříčí, przy której znajduje się Archa. I przy której, oczywiście, nie ma żadnych ważnych zabytków i raczej nie chodzą tamtędy zorganizowane wycieczki turystyczne. Celem naszej wycieczki jest ciemne podwórko- studnia. Zaglądamy do jednego z mieszkań. Przy oknie dziewczyna w szpitalnej piżamie, pod ścianą mężczyzna. Krzyczą na siebie. Na klatce schodowej inna dziewczyna obcina sobie włosy. Obcięte kosmyki spadają ze schodów. Wchodzimy do dużej sali na parterze. Na podłodze materac. Pod ścianą mężczyzna w stroju gimnastycznym. Kolejne zaproszenie do gry. Zdejmujemy buty, wchodzimy na miękki materac, robimy to, co pokazuje instruktor. Potem gimnastyka się kończy. Kończy się też wycieczka. Przestajemy być grupą, jesteśmy kilkunastoma osobami w wielkim domu. Do sali, w której stoimy i czekamy na dalsze atrakcje, co jakiś czas wchodzi nowa postać, nawiązuje z jednym z nas (ha, zaczęłam się identyfikować!) kontakt wzrokowy. Pyta: - Czy mogę Ci opowiedzieć moją historię? Wychodzą na chwilę, potem wracają na salę. Pierwszy zaprasza kogoś innego, drugi czeka na kolejne zaproszenie. Oto jedna z historii, którą opowiedział mi praski student na wąskich schodach kamienicy: Nienawidzę Pragi, ale przyjechałem tu na studia. Dla matki, bo chciała. Nienawidzę Pragi, więc nie czytam gazet. Udaję, że tu nie mieszkam. Nie czytam ich, ale kupuję je wszystkie, wyobrażasz sobie to, wszystkie praskie dzienniki. Kiedy jadę w sobotę do domu odwiedzić rodziców biorę je ze sobą. Czytam je matce. Ona kocha Pragę. Udaje, że  w niej mieszka. Zwierzała mi się też dziewczynka, która jest w poprawczaku, bo ukradła perfumy i taka, która boi się miłości, bo czyta w myślach ukochanego. Nasza przewodniczka zaprowadziła nas z ulicy wielkiego miasta do podwórka małych historii. Do miasta, którego nie słychać w starej Pradze na co dzień, bo wycieczki zachowują się tak głośno, że pewnie nie słyszą, że jeszcze żyją w niej ludzie.

Potem szybki przejazd metrem. Godzina 20.00, Chodov. Centum Kultury Zahrada. Zahrada, czyli ogród, znajduje się między blokami z wielkiej płyty. Urban Buran czyli prezentacja teatru zaangażowanego, przede wszystkim projektów miejskich, pracujących w przestrzeni i z przestrzenią. Autorzy każdego z projektów dostawali mikrofon i projektor na dziesięć minut. Urban Buran było świetnym wydarzeniem dla kogoś, kto gubi się w omawianych na początku tekstu pojęciach. Zobaczyliśmy bardzo różne sposoby patrzenia na teatr zaangażowany. Dominowały projekty, które zapraszają do realizacji osoby w jakiś sposób wykluczone społeczne, działania z pogranicza teatru ochotniczego i profesjonalnego, teatroterapii i dramaterapii. One też wydawały mi się najciekawsze. Jako przykład przywołam dwa. Pierwszy z nich to działalność praskiej grupy teatralnej DivaDno, kontynuującej pracę zespołu Ježek a Čížek. Chodzi o prowadzoną przez profesjonalne kadry grupę bezdomnych aktorów, którzy robią akcję w przestrzeni miejskiej (np. happening na stacji metra w centrum Pragi) oraz wystawiają swoje spektakle w profesjonalnych teatrach (m.in w jednym z najbardziej znanych i lubianych, czyli w Divadle Komedie). Stowarzyszenie DivaDno powstało po to, by na scenie łączyć sztukę z teatroterapią. Ma na celu resocjalizację swoich podopiecznych, ich ponowną socjalizację, a także podnoszenie świadomości społecznej, nagłaśnianie problemu bezdomności.

Drugim jest projekt o nazwie První uspěch czyli Pierwszy sukces. Realizuje go stwarzyszenie Tripitaka i Centrum Teatru Eksperymentalnego w Brnie. Grupą docelową projektu są osoby do 26. roku życia, które wychowywały się bez rodziców, a teraz znajdują się na progu samodzielnego życia. Znają tylko dom dziecka i pogotowie opiekuńcze. Nie mają rodziny, kontaktów, wsparcia, grozi im marginalizacja. Projekt ma na celu motywację, inspirację, pomoc  w zdobyciu doświadczenia i wejściu na rynek pracy. A to wszystko właśnie poprzez teatr. Program trwa pół roku. W ramach jednej edycji 10 osobom oferuje się 0,6 etatu w Centrum Teatru Eksperymentalnego, cykl szkoleń o rynku pracy, a po ukończeniu programu, pracownicy asystują beneficjentom w poszukiwaniu dalszego zajęcia. Zadaniem uczestników jest stworzenie sztuki teatralnej na podstawie własnych doświadczeń wyniesionych z domów dziecka, pogotowia opiekuńczego, wiosek dziecięcych czy rodzin zastępczych.

Wieczór prezentacji w KC Zahrada budował ciekawy kontekst dla Akcentu, szkicował mapę czeskiego divadla s přesahem i był istotnym głosem w dyskusji i granicach. Tym razem przekraczaliśmy cienką linię pomiędzy sztuką a terapią. Z prezentowanych nagrań wynikało, że jedno drugiego nie wyklucza, a obie wartości zgodnie współistnieją.

Czwartek, dzień trzeci. Zimno, ciemno. Do Archy idę dopiero na 20.00. O 18.00 odbyła się festiwalowa praska Masa Krytyczna. Niestety, zostawiłam rower w Polsce. O 20.00 w programie Taniec z zespołem All Star Refjudží Band i jego gośćmi. Warto wspomnieć, że All Star Refjudží Band powstał właśnie w Teatrze Archa w ramach projektu Dialogy na utěku (Dialogi z ucieczki), którego celem jest sceniczna współpraca migrantów, przede wszystkich uchodźców i profesjonalnych czeskich artystów. Jana Svobodová, pomysłodawczyni i główna realizatorka projektu prowadzi warsztaty w ośrodkach pobytowych dla cudzoziemców ubiegających się o status uchodźców na terenie Czech. Powstały także dwa profesjonalne przedstawienia z udziałem migrantów-artystów, których Svobodová spotkała w czasie prac warsztatowych i z którymi nawiązała później trwałą współpracę. No i All Star Refjudží Band, zespół mieszający muzykę i języki z różnych zakątków świata. Ten właśnie, który zaprosił mnie do tańca we środę o 20.00. Wbiegam spóźniona. Na scenie muzycy: Kurd z Syrii, Chinka z Chin, Szwajcar ze Szwajcarii, Ormianin z Gruzji oraz Czesi z Czech, Moraw i Śląska. Energetyczne połączenie jazzu, rocka i muzyki ludowej. Teksty po czesku, niemiecku, kurdyjsku i chińsku. Odśpiewany na końcu czeski hymn narodowy o znamiennym tytule Gdzie jest mój dom? nabiera na tej scenie nowego znaczenia. Jest też piosenka pod tytułem Akcent. Do redefinicji jej znaczenia przyczynia się z kolei festiwal pod tą samą nazwą. Festiwal Akcent czyli miejsce spotkań różnych akcentów? Poniżej, z braku materiału fotograficznego, ilustracja w postaci tekstu piosenki (czeska część w moim przekładzie, pierwsze dwie zwrotki Philipp Schenker wykonuje także w szwajcarskim wariancie języka niemieckiego):

Chciałem zaśpiewać wam piosenkę
która wyciśnie łzy
ale mam akcent

Chciałem zaśpiewać wam piosenkę
z której będziecie się śmiać
ale mam akcent

umiem przypadki
umiem odmianę
umiem wzory
wiem jak rozebrać zdanie
umiem rodzaje
tylko jedno mi nie daje
być piewcą na zawołanie
mam akcent

gramatyka
polityka
zarządzenie
potwierdzenie
pieczątka i pozwolenie
strzykaweczki i przepióreczki
w Szczebrzeszynie chrząszcz
nie wystarczy
mam akcent


Potem prezentacja gości specjalnych z Flamandzkiego Teatru Królewskiego z Brukseli. Pokaz beatboxu. W Europie Środkowej nikt by tego tak nie zrobił. Więcej wrażeń i wiadomości o nich przyniesie...
...dzień czwarty, piątek. W programie mam prezentację książki Poetry Slam/ Smíchov/Ustí nad L. i wspomniany FTK ze spektaklem o jakże aktualnej nazwie Occupied City. O 18.00 na malutkiej scenie Archa Baru prezentują się slamerzy z praskiej dzielnicy Smíchov i Ustí nad Labem, miasta na północy Czech. A właściwie uczestnicy zrealizowanego w ramach programu Młodzież w Działaniu warsztatu slam poetry prowadzonego przez znanych czeskich slamerów. Głównym realizatorem był Bohdan Bláhovec, współpracowali z nim m.in. Bio Masha i Jakub Foll. Uczestnicy mieli od dwunastu do szesnastu lat, romskie pochodzenie, sporo frustracji, bardzo dużo energii i świadomość tego, że będzie im bardzo trudno uciec poza niewidzialną linię oddzielającą margines społeczny od jego normalnej i zdrowej części, gdziekolwiek i kimokolwiek ona jest. Ewaluacją projektu była publikacja książki z tekstami, które powstały podczas warsztatów. O tym, jak wkurzająca jest szkoła, jak czysty i wielki jest honor cygański, czeska gramatyka zupełnie nie ma sensu, a najgorsza ze wszystkiego jest ta wstrętna kolejka linowa na wzgórze Petřín. Z pazurem, bardzo bezpośrednio. Te teksty gryzły. Wcale nie po dziecięcemu. To nie był nawet bunt młodzieżowy, ale po prostu czysta złość. I duma. Do tego śpiewy w języku romani, beat box, improwizacje i prezentacja opiekunów merytorycznych – bez wątpienia ekstraklasy czeskiej poezji slamowej.

Godzina 20.00. Wszyscy zmierzamy do wielkiej sali. W środku światła i dym. Pięć postaci przed mikrofonami. Bezruch. Zaczyna się. Konfrontacja poezji XX wieku z Hiphopową kulturą wieku XXI. Beatbox i poezja Paula Van Ostajiena. Brukselska ulica na scenie Archy. Tytuł Occupied City odwołuje się do tytułu tomiku Van Ostajiena napisanego podczas okupacji Antwerpii. Reżyser Ruud Gielens nie chciał pracować nad jego tekstami z artystami z konserwatywnych scen teatralnych, którzy deklamowaliby je tak, jak deklamują wszystko inne. Poprosił o pomoc hiphopowców, specjalistów od beatboxu, tancerzy breakdance, performerów. W ten sposób powstał spektakl, którzy rzeczywiście przynosi do teatru ulicę, pełną krytycznej energii.

Dzień piąty, sobota. Zimno, ciemno. Idę do Archy dopiero wieczorem. Może robię źle. Ominęły mnie projekcje filmowe. No cóż, następnym razem.

Wieczorem na dużej scenie spektakl Kateřiny Jungovej i Martiny Musilovej Tělovník obecny Corpus Vulgaris. Autorski spektakl wieńczy dwuletni projekt Mít tělo, být tělem (Mieć ciało, być ciałem). W spektaklu biorą udział osoby pełnosprawne, fizycznie upośledzone oraz takie, których stosunek do ciała jest specyficzny ze względu na wykonawane zawodowy (np. dietetyczka) oraz wiek (od osób bardzo młodych do wiekowo zaawansowanych). W przedstawieniu jest bardzo dużo elementów choreograficznych, harmonii ciał wykonujących te same ruchy tak, jakby były jednym organizmem. Poznajemy też historie ciał. O której wstają (są wstawane?), co i jak jedzą, jakie ruchy jest im łatwiej, a jakie trudniej wykonać, jak się zmieniają wraz z upływającym czasem. Po spektaklu dyskysja, poczęstunek i jeszcze jeden spektakl, tym razem z udziałem publiczności – dyskoteka. Jeszcze więcej elementów choreografii!

Dzień szósty, niedziela. Zimno. Powoli się kończy. Te przygotowania do zakończenia są świetnym momentem, żeby opowiedzieć o site specific akcji Divadla Archa realizowanej od czwartku do niedzieli. Nosiła tytuł Pojď se mnou (Chodź ze mną). Artyści zaprosili nas na nietypowy spacer po hali targowej w dzielnicy Holešovice, w której handlują przede wszystkim sprzedawcy z Wietnamu. Uwaga, krótkie wprowadzenie. Emigranci z Wietnamu zaczęli masowo przybywać na teren Czechosłowacji już w latach 50. Głównymi powodami migracji było uzyskanie wyższego wykształcenia lub poprawa ekonomicznej sytuacji rodziny. Po roku 1989 pojawia się nowa grupa emigrantów – krewni pracowników i studentów. Według różnych statystyk, społeczność wietnamska w Czechach ma od 35 000 do 60 000 tysięcy, choć oficjalne statystyki nie podają liczby większej niż 35 000. Społeczność wietnamska ma charakter zamknięty, jest odizolowana od społeczeństwa czeskiego. Głównymi powodami są bariera językowa, brak wiedzy o kulturze czeskiej i brak motywacji do jej poznania (nastawienie wyłącznie na korzyści finansowe bądź zdobycie kwalifikacji), a dodatkowo silna więź z własnym krajem i kulturą. Wietnamczycy dokonują przeniesienia własnej kultury do swoich czeskich domów. Jednocześnie jednak dzięki swojemu pozytywnemu stosunkowi do ciężkiej pracy i nauki, szacunkowi do instytucji państwowych oraz niskiej ilości wykroczeń, Wietnamczycy są akceptowani przez Czechów, tak przynajmniej się mówi. Tyle, że w praktyce ta akceptacja oznacza wyłącznie przyzwolenie na bycie obok. Obok, ale nie za blisko. Wszyscy chodzą na zakupy do tanich i długo otwartych wietnamskich sklepów, ale nikt nie utrzymuje z wietnamskimi sąsiadami kontaktów towarzyskich. Bo i po co. Co z tego wynika? Nikt nie wie, jak żyją, jak wygląda ich świat poza miejscem pracy. Twórcy projektu Chodź ze mną chcą to zmienić. Wszyscy mający ochotę na spacer mogli się zgłosić do Teatru Archa w godzinach 10-18. Musieli mieć ze sobą odtwarzacz mp3. Dostawali nagranie. W słuchawkach słyszeli głos przewodnika, za którym szli na drugi brzeg Wełtawy, do świata wietnamskich handlarzy. Uczestnicy szli, obserwowali a głos w słuchawkach opowiadał historię, którą uczestnik musiał jakoś połączyć z tym, co widzi. Jej ostateczne brzmienie zależało więc przede wszystkim od niego. W niedzielę o godzinie 18.00 na zakończenie projektu wszyscy jego uczestnicy spotkali się w teatrze i opowiedzieli sobie swoje historie, starali się wspólnie zbudować większą czesko-wietnamską narrację. Tym sposobem wszystkie historie samotnych spacerowiczów zyskały wspólne zakończenie. A wreszcie wisenka na torcie. Poznajemy ulubioną rozrywkę społeczności wietnamskiej. Idziemy na karaoke! Tego wieczora w Archa Barze każdy mógł zaśpiewać czeski lub wietnamski hit. Obce akcenty nie miały znaczenia.

Poniedziałek, dzień siódmy. Bardzo żałowałam, że nie idę wieczorem do teatru. A potem prowadziłam sama ze sobą te wszystkie dyskusje do których Akcent miał mnie zachęcić. O sztuce zaangażowanej, o granicy sztuki i terapii, o ciele na scenie. Wszystkie one są ważne i potrzebne, ale właściwie Akcent można potraktować szerzej. Takie założenia jak zbliżania się do codzienności, wartość aktualności, sceniczne równouprawnienie, a wreszcie interdycyplinarność sprawiają przecież, że staje się kampanią na rzecz popularyzacji teatru w ogóle, nie tylko jakiejś jego specyficznej odmiany. A obce akcenty i dziewczynka na wózku inwalidzkim na dużej scenie teatralnej to przecież nie jest żadna sensacja, ale pewna postać współczesności.

więcej o Festiwalu Akcent: www.akcentfestival.eu

Tekst: Zofia Bałdyga


Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku

Po aktualne informacje o wydarzeniach kulturalnych zapraszamy do grupy [panoramakultur]

- - - - - -

     


© Stowarzyszenie Panorama Kultur 2003-2010
e-mail: biuro@pk.org.pl
powered by prot serwery

Poprawny CSS!