Srebrenica - mija 15 lat Srebrenica to niewielkie miasto położone we wschodniej Bośni, obecnie część Republiki Serbskiej, niecałe 10 kilometrów od granicy z Serbią. Miasto znane dawniej z wydobycia srebra i uzdrowiska, stało się kolejno: muzułmańską enklawą, „strefą bezpieczeństwa” ONZ na mocy Rezolucji Rady Bezpieczeństwa nr 819 w 1993 roku a następnie miejscem masakry ludności cywilnej w lipcu 1995 roku. Każdego roku rodziny ofiar zbierają się na terenie mezarje - cmentarza w Potočari.
Mezarje
10 lipca, w dniu poprzedzającym rocznicę masakry w Srebrenicy, cała okolica wyczekuje na uczestników Maršu Mira – Marszu Pokoju. Trasa marszu wiedzie trasą ucieczki mężczyzn i chłopców z upadającej enklawy. Większość uczestników gromadzi trasa z miejscowości Nezuk nieopodal Kalesiji pod Tuzlą, ale jest to ponad 100 kilometrów do przejścia górskimi ścieżkami w ciągu trzech dni, więc część ludzi bierze udział w drugim marszu wyruszającym z Žepy, krótszym i odpowiedniejszym dla mniej zaprawionych w poruszaniu się po górach. Uczestnicy obu tras spotykają się w Potočari.
Przed mezarje w Potočari gęstnieje tłum oczekujących na tych, którzy nadejdą niebawem, ale nikt nie wie, o której dokładnie i z której strony. Kobiety kryją się przed palącym słońcem pod parasolkami, mężczyźni nerwowo palą papierosy. Od czasu do czasu ulicą przechodzą dziennikarze. Policjanci zebrani tutaj z całej Republiki Serbskiej namawiają ludzi, żeby zostawili miejsce dla nadchodzących, rozgarniają zniecierpliwiony tłum. Jako pierwsi wejdą uczestnicy marszu trasą Žepa-Potočari, nie będzie ich wielu. Przejdą przez tutejszą čaršiję – rynek i powiewając flagami dołączą do oczekujących na resztę uczestników marszu przed mezarje. Ahmed, syn Dževahiry, rocznik 1981, szedł w marszu już kolejny raz. W tym roku razem z kuzynką Muamerą, rocznik 1985. Pierworodny syn Džefy, Alem, rocznik 1978, został zamordowany po upadku miasta, jego ciała wciąż nie odnaleziono.
Widok na miasteczko, droga z Potočari, Foto: Dorota Borodaj.
Sąsiadka Dževahiry - Sija, opowiada przy porannej kawie o wizycie u jasnowidza. Jasnowidz na pytanie Siji o syna odpowie, że ten jest w Serbii i miewa się dobrze. Dževahirą wraz z Siją stwierdzą, że to niedorzeczne, bo przecież ich synowie wyruszyli w góry razem, gdy upadała Srebrenica. W 1996 roku, kiedy Dževahira rozmawiała z Elizabeth Neuffer [Elizabeth Neuffer, amerykańska dziennikarka pisząca dla "The Boston Globe", autorka m.in.: "The Key to My Neighbor's House: Seeking Justice in Bosnia and Rwanda", zginęła w 2003 roku w wypadku samochodowym w Iraku], ta wersja mogła wydawać się jeszcze prawdopodobna, ale od tamtego lipca minęło prawie piętnaście lat. Już wtedy natomiast Dževahira wiedziała, że jej mąż Rizo, rocznik 1946, znalazł się w autobusie razem z innymi mężczyznami, co oznaczało śmierć. Rizo został pochowany na cmentarzu w Potočari 11 lipca 2007 roku.
„Podczas marszu myślałam o mężczyznach, którzy musieli pokonać tę drogę w 1995 roku. Nie było łatwo a przecież mieliśmy jedzenie i wodę. Tamci mężczyźni nie mieli ani jedzenia ani wody a za zaroślami i za każdym drzewem mogło czaić się śmiertelne niebezpieczeństwo. W każdej chwili spodziewali się śmierci. Mogę sobie tylko wyobrazić cząstkę tej agonii i cierpienia. Mój ojciec nigdy nie nadszedł. Do tej pory nie wiem, co się z nim stało”, mówi Muamera.
Radiowóz policyjny mija mezarje, powiewające w oddali bośniackie flagi zapowiadają kres oczekiwania. Uczestnicy marszu wchodzą od strony Bratunca. Tysiące ludzi: kobiet i mężczyzn, dziewcząt i chłopców.
Po krótkim przemówieniu, w którym roi się od przeprosin za wszelkie niedociągnięcia organizacyjne, rozpoczyna się przenoszenie trumien na obszar cmentarza. Mężczyźni ustawieni wzdłuż ścieżki prowadzącej na cmentarz podają sobie trumny, z rąk do rąk, nad głowami. Niektórzy nie mieszczą się w tym rzędzie, więc starają się choćby symbolicznie dotknąć trumien. Przeniesionych w ten sposób zostanie dokładnie 534 trumien ofiar masakry, których szczątki udało się wydobyć z masowych grobów i zidentyfikować w ciągu ubiegłego roku. Każda z trumien jest pokryta zielonym płótnem, każda z nich zawiera tabliczkę z informacjami o ofierze, kładzione są obok siebie na trawie. Na niektórych trumnach siadają krewni ofiar, opłakują i żegnają swoich bliskich. To najbardziej rozchwytywane ujęcie przez fotografów, widok jest porażający.
Tego wieczoru kawiarnie zapełnią się tłumem młodych ludzi. Głośna, turbo-folkowa muzyka zagłusza rozmowy, ale być może lżej jest siedzieć w kawiarni niż spędzać ten wieczór w domu, który przynosi wspomnienie dzieciństwa, ale i czasu oblężenia i upadku enklawy. „Przed wojną Srebrenica była spokojnym miasteczkiem, gdzie wszyscy się znali. Wszędzie rosły kwiaty. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić piękniejszego miasteczka”, wspomina Muamera. Wśród wielu popularnych przebojów znajdą się i piosenki Cecy, żony Arkana - Željko Ražnatovića, dowódcy paramilitarnego oddziału odpowiedzialnego za najbardziej brutalne czystki etniczne w Bośni. Nagle nad miastem zacznie szaleć burza, pioruny zabrzmią jak granaty (tak powie rano Džefa). W tym miasteczku nie będzie już tylu zajętych stolików, aż do lipca kolejnego roku. „Miasto jest opustoszałe, to smutny i bolesny widok, szczególnie dla kogoś, kto stracił tu kogoś”, dodaje Muamera.
11 lipca uroczystości pogrzebowe rozpoczynają się na krótko przed godziną 11. Już od wczesnego ranka przez Srebrenicę w kierunku Potočari będą sunąć autobusy i samochody. Na każdym rogu staną policjanci. Z szarego nieba zacznie siąpić deszcz, „Tak jest co roku, pada i pada”, powie Džefa. Wraz z Ahmedem i Alemą pojadą do Potočari ze swoimi dawnymi sąsiadami z ulicy.
Kobiety przy pomniku
W islamie przyjęte jest, że kobiety nie uczestniczą podczas dženazy – muzułmańskiej modlitwy pogrzebowej, ale głowa muzułmańskiej społeczności w Bośni i Hercegowinie – główny mufti (reis-ul-ulema), Mustafa Cerić, wydał fatwę, która zezwala kobietom na uczestniczenie w dženazie. W wielu rodzinach nie ocalał ani jeden mężczyzna i dlatego pożegnać zmarłych mogą jedynie kobiety.
Džefa, Ahmed i Alema wyjadą zaraz po uroczystościach, ale ich dawni sąsiedzi przyjechali tutaj z daleka i zostaną trochę dłużej żeby zająć się opuszczonym domem. Ulica, która tętniła życiem, teraz zaludnia się tylko na te kilka lipcowych dni. Wtedy nagle widać ludzi w tych na poły zrujnowanych domach. Przy kawie parzonej w džezvie i krompirušy odżywa na chwilę życie międzysąsiedzkie. Z bardzo daleka, bo aż ze Stanów Zjednoczonych, przyjechała Amira z córką. Ostatni raz była tu pięć lat temu, na pogrzebie ojca. Džefa bardzo się martwi, że Amira i jej córka nocują w zniszczonym domu, zaprasza je do siebie. Amira dziękuje, obiecuje przyjść na kawę, ale woli zostać na noc w swoim dawnym domu. Czas w pewnym sensie się tutaj zatrzymał, bo większość mieszkańców musiała porzucić w pośpiechu swoje domy, swoje dawne życie. Nieliczni wrócili, ale zazwyczaj ze względu na dom albo mieszkanie, bo „Jak tu można mieszkać?”, pyta Ahmed, ale nie oczekuje odpowiedzi.
A jednak można tu mieszkać, bo ponad dwa tysiące mieszkańców okolicy to tzw. povratnici. Sija jest jedną z nich. Wróciła do swojego domu w 2002 roku. Dom udało się naprawić korzystając z europejskich dotacji. Jest kobietą w podeszłym wieku, ma problemy z chodzeniem, ale dorabia sobie wynajmując pokoje turystom, większość z nich to Holendrzy. Sija nosi na głowie kolorową chustę i okulary w grubej rogowej oprawie, oprócz tego nosi w sobie wiele opowieści. Okna jej domu wychodzą na dom Džefy i Sija widziała swoich serbskich sąsiadów, jak podpalali okoliczne domy, widziała kto plądrował sklep Džefy. Jeden z takich sąsiadów ostatnio naprawiał jej kran, „powiedział, że nie chce zapłaty, teraz taki dobry a wtedy podpalił dom, tutaj obok”, powie gorzko Sija. Czuje się bezradna, bo uczestnicy tamtych wydarzeń, które zabrały jej męża (już odnaleziony i pochowany) i syna (to ten zaginiony razem z Alemem), żyją w dzisiejszych czasach spokojnie i „Nie można nic zrobić”.
Dom w drodze do Srebrenicy. Foto: Dorota Borodaj
Povratnici to nierzadko ludzie młodzi, którzy przyjechali z powrotem do Srebrenicy po paru latach spędzonych w Tuzli albo gdzieś indziej. Srebrenica boryka się z bezrobociem, tak, jak reszta kraju, ale paradoksalnie niektórym tutaj jest łatwiej, jeśli mogą mieszkać u siebie. Sabahudin, młody mężczyzna, pracujący jako kierowca, wrócił do swojego mieszkania w bloku niedaleko drogi wyjazdowej do Potočari. Zaraz obok jest robna kuća – dom handlowy „Srebreničanka”, spod którego przemawiał Ratko Mladić 11 lipca 1995 roku. Mladić powiedział, że oddaje to miasto serbskiemu narodowi, wszyscy wiedzą, co było dalej. Sabahudin niemalże każdego dnia mija mezarje w Potočari, tam leży jego ojciec. Wieczorami spotyka się z kolegami na boisku szkoły w Potočari, żeby grać w piłkę. Boisko wcale nie jest lepsze od tego na terenie Srebrenicy, ale oni pamiętają, że sporo ich kolegów zostało zabitych podczas ostrzeliwania tamtego boiska, więc przyjeżdżają tutaj. Teraz już nie widać tych wyrw, z których każda oznaczała czyjąś śmierć, bo boisko zostało pokryte nową, gładką warstwą betonu, ale dawni mieszkańcy Srebrenicy noszą w sobie tę swoistą mapę.
Na tej mapie znajduje się np.: pięć meczetów. W dzisiejszej Srebrenicy jest jeden meczet, zwany białym, drugi w budowie. Jeśli ktokolwiek zdecyduje się odwiedzić to miasto i będzie się starał wyobrazić sobie, jakie ono było przed upadkiem enklawy, nie poradzi sobie bez przewodnika posiadającego tę dawną mapę. Meczety zniknęły i tylko dawni mieszkańcy potrafią wskazać ich miejsce. Nad Srebrenicą, tuż nad meczetem, wznosi się sporej wielkości krzyż. Początkowo był z drewna, ale szybko okazało się, że nie był to najtrafniejszy wybór, bo krzyż regularnie tracił ramiona. Postawiono więc krzyż z metalu, ale i ten nosi ślady odpiłowywania ramion.
Najważniejsze jest jednak, że dawni mieszkańcy Srebrenicy przechowują pamięć o mieszkańcach tego miasta, których życie zostało przecięte podczas pamiętnych dni lipca 1995 roku. W większości to oczywiście kobiety.
Siostra Džefy, Beba, założyła BOSFAM. Jest to grupa kobiet tkających tradycyjne, bośniackie kilimy. Kobiety utkały kilim pamięci, każdy jego element dedykowany jest konkretnej ofierze masakry - to głos tych, których pozbawiono głosu. Walczyły o to, żeby nie zapomniano o ofiarach masakry.
Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości uznał masakrę w Srebrenicy za ludobójstwo w 2007 roku.
Całkowita liczba ofiar szacowana jest na 8100.
Do tej pory na podstawie analizy DNA (próbki pobrane z kości odnajdywanych w masowych grobach dopasowuje się do próbek krwi pobranych od krewnych zaginionych), zidentyfikowano szczątki 6557 ofiar (dane z kwietnia 2010).
Jako pierwsze zidentyfikowano szczątki piętnastoletniego chłopca pochodzącego ze Srebrenicy (listopad 2001).
W tym roku mija 15 rocznica masakry.
Projekt bośniackiego fotografa poświęcony masakrze w Srebrenicy: www.tariksamarah.com
Strona maršu mira: www.marsmira.org
Tekst: Olga Andrynowska
Zdjęcia: Olga, Andrynowska, Dorota Borodaj
Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku
- - - - - -