Piłka i pudełko po torcie  Dzieła rosyjskiego twórcy, Iwana Wyrypajewa [1974], którego nazywam poetą dramaturgii, określane są jako przebój moskiewskiego offu[1]. Czy etykietka satysfakcjonuje Iwana? Mam nadzieję, że tak nie jest. Wyrypajew programowo, w sztukach i wywiadach, krytykuje obłudę elit i tłumu, więc godząc się na byciem guru dla wybranej, ale chaotycznej grupy, z miejsca stałby się nieautentyczny będąc zawłaszczonym przez krytykowanych. Autor, pragnąc negować zło społeczne, nie może wyłączać spod krytyki tych, którzy widzą w nim wieszcza i są gotowi nosić go na rękach. Być może to oni właśnie, krzyczący niemal jak kibice: Wy – ry – pa – jew! Wy – ry – pa – jew! zasługują na największą słowną chłostę?
Teatr dla naszego bohatera nie jest miejscem nijakiej rozrywki, w którym nowobogaccy mogą mnożyć zadowolenie z siebie. Wyrypajew wygłasza sądy imperatywne, odbiorca wręcz wyczuwa, że ma on ważną misję do wypełnienia: „Dla mnie sztuka zawsze jest dialogiem toczonym w jakiejś sprawie, zawsze powinna stawiać pytania filozoficzne, społeczne, polityczne, ekonomiczne, powinna uczestniczyć w życiu świata, w którym żyje artysta. Jeśli milczy prasa, niech przemówi teatr. I niech na widowni zasiadają ci ludzie w szubach z norek, może coś w nich, tam, się poruszy”[2]. Szczerze powiem, że odczuwam pewien niepokój słuchając podobnych głosów, głosów samozwańczych naprawiaczy świata pragnących uszczęśliwiać ludzkość. Zdaje się, że Wyrypajew-publicysta zna panaceum na ból świata, obawiam się tylko, że jak każdy „uzdrawiacz” widzi ten świat w czerni i bieli, dzieli go na przyjaciół i wrogów. Niemniej niekiedy udaje mu się przekonująco opisać obłudę rzeczywistości ludzkiej, na co zwraca uwagę K. Kopka: „po co spierać się z politykiem, który po nocach spuszcza się na fotografię Anny Kurnikowej, a za dnia głosuje nad ustawami o walce z pornografią. Po co dyskutować z modnym artystą, który będzie ze łzami w oczach opowiadać historię czyjegoś życia. I jeszcze, po tych swoich występach, ty idziesz do „Monopolu”, a Saniek, o którym opowiadałeś, idzie pewnie do dupy albo jeszcze dalej. W tym właśnie jest problem. Twórca zaś może mówić tylko o swoich problemach, a ja w życiu nie uwierzę, że ty po nocach nie śpisz przez to, że jacyś moskiewscy menele nie mają gdzie nocować. Łżesz!”[3].
A gdzie tutaj poezja? W Snach – kilkustronicowej sztuce Wyrypajewa, w obrazach snów, których nie ma potrzeby analizować i doszukiwać się przesłania. W rzeczy samej, o dramatach rosyjskiego autora powiada się przecież, że stanowią głos generacji „wypranej z jakichkolwiek schematów, pozbawionej jakiejkolwiek konstrukcji – nie tylko metafizycznej czy społecznej, lecz nawet estetycznej bądź logicznej”[4]. Tak też są budowane i nie ma tu chyba znaczenia, że Sny dotykają środowiska narkomanów, a Wyrypajew napisał swój utwór jakiś czas po tym, jak jego przyjaciel zmarł z przedawkowania. Sny oglądam, a inną ze sztuk Rosjanina – Tlen – słucham i wdycham: jest ona dźwiękiem i rytmem. Wyrypajew „podważa reguły dramatu (…). Jedyna respektowana przez niego zasada to rytm spektaklu, o którego poprawność dba przede wszystkim. Wszechobecnemu rytmowi poddany jest tu sens słów”[5]. W przypadku Snów sens jest jednak rozmyty, wbrew temu co podpowiada krytyka, drążąc temat narkomanii – didaskaliów i komentarza odautorskiego tutaj brak.
Mnie zostają więc niepokojące obrazy:
„uważam, że nie tylko dzieci są piękne, potrafiłbym zabić dziecko. Dzieci są głupie, gryzą, mógłbym dziecku roztrzaskać głowę o ścianę. Mnie się podobają dorośli, tylko nie starcy – starcy i dzieci mają pomarszczone nosy”, i poezja, też niepokojąca: „dawniej pięknem był księżyc, teraz niech będzie nim muzyka albo piła albo młotek. Mdli mnie. Mam brązową ślinę. (…) Gdybym nie była chora, też bym kochała. Ale bolą mnie nogi i nie mogę chodzić i szukać miłości. Wszystko wiem o miłości, tylko mnie mdli. (…) W ogóle podobają mi się dziewczyny z chorobami, ale pod warunkiem że są to choroby nowoczesne, modne, ciepłe. Marzę o tym, żeby się zarazić i ogrzać, bo miłość – to kiedy jest ciepło, kiedy śpisz w cieple. Kiedy śpisz – to jest miłość. (…) Bóg jest właśnie kobietą, kochać kobietę, wniknąć w nią – znaczy rozumieć Boga. (…) Do ust wleciały jej ptaki i brzuch ponownie zrobił się duży. Wtedy wzięła nożyk, rozcięła sobie brzuch i ptaki wyleciały”.
Fragmenty, obrazy, słowa, dźwięki, barwy, nerwowy, bolesny i porywający rytm....
Jacek Uglik
Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku
- - - - - - |