Polecamy te strony
 
 
 

 
 Dorothee Brix - "Nic się już nie da zrobić"
Nic się już nie da zrobić

Debiutancka jednoaktówka niemieckiej dramatopisarki Dorothee Brix (rocznik 1973; studiowała anglistykę, germanistykę, prozę i dramaturgię. Była aktorką. Ma jednego syna.
 
Omawianą tutaj sztukę wybrano do konkursu Stückermarkt na berlińskim festiwalu Theatertreffen 2004) zatytułowana W domu ilustruje temat na czasie – eutanazję. Rzecz dzieje się w rodzinnym domu Zeldy, której powrót doń po dłuższej nieobecności, spowodowanej chęcią wyrwania się z ciasnoty (na wielki świat), wymusza list od sparaliżowanego ojca. W liście tym wyraża prośbę wobec córki – pomóż mi odejść, pomóż mi umrzeć. Dylemat rysujący się przed Zeldą, sam w sobie dramatyczny, komplikują jeszcze relacje wewnątrzrodzinne. Matka nie chce słyszeć o zabiciu męża (i raczej nie dlatego, że eutanazja jest niemoralna, ale dlatego, że zostanie w domu sama i już do końca swych dni sama będzie musiała oglądać telewizor); odmawia Zeldzie jakichkolwiek praw do podejmowania decyzji (wyjechała, nie obchodziła jej rodzina, nie interesowały jej uczucia bliskich), nie przyjmuje do wiadomości, że śmierć mogłaby być dla niego lepsza niż niegodne życie – ojciec mówi: „gdzie tu jest godność, kiedy [żona] podciera mi dupę, kiedy mi papką zatyka gębę i pieszczotliwie przemawia, jak do niemowlaka, kiedy nie potrafię już wyartykułować swoich myśli i wiem, że nic się nie zmieni. Nie mogę się nawet podrapać, nie mogę podnieść ręki. Czy ona tego nie rozumie?”1. Matka na pytanie o to, co byłoby lepsze, odpowiada pytaniem: kto o tym wie? Kto decyduje o tym, co lepsze? Kto ma prawo samowolnie wydawać wyroki?

Zelda, choć pojawia się na wezwanie ojca, to jednak ujrzawszy go sparaliżowanego, na wózku inwalidzkim i z wykrzywioną twarzą, ma wrażenie, że ta zdeformowana przez paraliż twarz spowodowała, iż charakter ojca nabrał właściwego wyrazu. W domu obecna jest jeszcze ciężarna siostra Norma i sprawca tej ciąży Karol – niegdyś chłopak Zeldy. Relacje są więc dość napięte: Matka ma do Zeldy pretensje, ojciec prośbę, Karol żal (za to, że kiedyś zostawiła go bez słowa wyjaśnienia i wyjechała), z kolei Zeldzie trudno pogodzić się z tym, że Karol z jej siostrą… a Norma boi się, że jeśli ojciec umrze, to matka zwali się jej na głowę.

Ojciec wierzy, że Zelda go kocha, stąd prośba; na żonę nie ma co liczyć – jest za egoistyczna żeby pozbawić go życia. Stan ojca już nie ulegnie poprawie, a pragnie on ponad wszystko godności, prawa do godnego życia albo godnej śmierci. Życie już dla niego się skończyło, niech więc chociaż śmierć będzie dobra. Tymczasem Zelda się boi, jak będzie mogła żyć ze świadomością, że zabiła własnego ojca? „Widziałam kiedyś taki film, dwóch synów chciało pomóc matce, nakarmiło ją zatrutym jogurtem, ale jakoś nie zadziałał i musieli naciągnąć jej plastykowy worek na głowę, worek się nadymał i zasysał na jej twarzy, kiedy oddychała, jeszcze długo, póki wreszcie nie umarła”.

Czyje racje mają przeważyć? Ojca, który nienawidzi własnej wegetacji, nienawidzi żony, dla której sensem życia stało się odgrywanie roli samarytanki? Którą się brzydzi kiedy ta wkłada mu nocnik pod tyłek, którą ma ochotę odepchnąć i nienawidzi jej dotyku? Zapytuje żonę: „dlaczego mam cierpieć?

Ona: Przecież jestem przy tobie, troszczę się o ciebie.

On: Czy to znaczy, że cierpię dla ciebie?”.

A może powinny przeważyć niejasne racje Zeldy? Bowiem choć wszystkich przekonującej, że ojciec ma prawo do śmierci, to jednak nieustannie targanej wątpliwościami – czy jakieś prawo w tej sprawie ma również ona? Nie wiem, nie wiem, nie wiem…

Na szczęście sztuka Dorothee Brix zawiera akcenty komediowe: ojciec wspomina pierwsze lata małżeństwa, delikatną żonę wirującą w tańcu, która „potem stała się matką, i nie wiem, jak to się stało, ale od tamtej pory była tylko matką”; Zelda uświadamia sobie, że zostanie ciocią, „Ładna mi ciocia. Która wpędziła dziadka do grobu”. Niewiele ich, ale zawsze pozwalają uciec od dusznej atmosfery domu i przez moment zapomnieć o dramacie, który w nim się wydarza.

Ojciec jednak umiera. I nie chcę wiedzieć w jaki sposób. Zelda siedzi przy zmarłym podnosząc do swej twarzy jego zimną dłoń… 

Jacek Uglik

Źródło: Obywatel 2006, nr 1 (27).
 



Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku

Po aktualne informacje o wydarzeniach kulturalnych zapraszamy do grupy [panoramakultur]

- - - - - -

     


© Stowarzyszenie Panorama Kultur 2003-2010
e-mail: biuro@pk.org.pl
powered by prot serwery

Poprawny CSS!