Polecamy te strony
 
 

Wydawnictwo Czarne Pogranicze - Sejny
   
 Ośrodek "Brama Grodzka - Teatr NN"  Lublin - Pamięć Miejsca
   
 czasopismo Na Vychod  Kolegium Europy Wschodniej
   
Galeria Soroczka  Art Historian Information from Central Europe
   
Tolerancja.pl o Ukrainie na portalu Rostra
 

www.paradoks.net.pl


Audioskop.net - internetowy sklep muzyczny



Wydawnictwo Muzyka Odnaleziona - www.muzykaodnaleziona.pl
 

Dom Szewca Fawki - projekt Stowarzyszenia Panorama Kultur


www.pk.org.pl/facebook
Naszą grupę w serwisie Facebook znajdziesz pod adresem www.pk.org.pl/facebook 

 

 

Reklama wspiera działalność serwisu Panorama Kultur

 

 

 
 Nohavica w Warszawie
Nohavica pachnący deszczem

…czyli osobiste impresje z listopadowego wieczoru z Jaromírem Nohavicą w teatrze „Roma” w Warszawie


Już tydzień minął od koncertu Jarka Nohavicy w Warszawie, a ja wciąż mam głowę tak nabitą wrażeniami, że teraz dopiero jestem w stanie jakoś je uporządkować i spisać. W poniedziałkowy wieczór 7 listopada, kiedy spieszyłam na koncert przez zalane jesiennym deszczem ulice, przypominałam sobie obydwa wcześniejsze spotkania z Jaromírem w teatrze „Roma” – w listopadzie 2003 roku i w kwietniu 2004.

Koncert sprzed dwóch lat, wyłącznie solowy – tylko Nohavica, gitara i heligonka. To na scenie. A na widowni, jak zwykle, zachwycona, śpiewająca wraz ze swoim idolem publiczność. Ale pogoda była tego wieczoru taka, jak przed tygodniem, i może to wywołało pokoncertowy spleen u Wykonawcy – rozmawiałam wtedy z Jarkiem trochę zmęczonym, nastrojonym nostalgicznie, refleksyjnie.

Koncert zeszłoroczny, kwietniowy, w Warszawie „oblężonej” z powodu szczytu Europejskiego Forum Gospodarczego, był zupełnie inny: oprócz gwiazdy na scenie cały zespół – młodzi wykonawcy z grupy „Šajtar”, świetni zresztą, a Nohavicowe instrumenty wspomagane przez skrzypce, cymbały, klarnet, wiolonczelę…koncert dynamiczny, o szybkim tempie, a Nohavica po nim tryskający energią, sypiący dowcipami, bez śladu wyczerpania śpiewaniem. Potem niezapomniany, wesoły wieczór w gościnnym domu polskiego organizatora koncertów Jaromíra, poety i muzyka Tolka Murackiego i Jego żony Teresy.

Jak będzie tym razem? – zastanawiałam się w drodze do teatru, słysząc we własnej głowie Marię Rottrovą śpiewającą, bardzo a propos pogody, dawny tekst Nohavicy „Lásko, voníš deštem” – „Kochanie, pachniesz deszczem”, piosenkę uroczą, znaną np. z filmu „Rok diabła” a niestety niewykonywaną przez Autora na koncertach. Siódmy listopada – ta data kojarzy mi się z obchodami rocznicy rewolucji październikowej w szkole w Pradze „za totality”, czyli „za komuny”. Ale oto już siedzę w wypełniającej się szybko sali – widzę wiele znajomych twarzy – muzycy, dziennikarze, studenci, ludzie różnych profesji i w bardzo różnym wieku – wszyscy z niecierpliwością oczekują pojawienia się swojego barda. Dziś wystąpi z towarzyszeniem (w części piosenek) Radka Poborila z zespołu „Cechomor”, znanego polskim fanom choćby z występu na ostatniej płycie Nohavicy „Babilon”.

Ale na razie pojawia się sam – ciemna scena, na niej Nohavica z gitarą w ręku, siedzący, jak zawsze, na wysokim stołku. Wita się tradycyjnie ze swoją publicznością, oczywiście rozmawia z nią po polsku, opowiada, jaką miał drogę z Ostrawy: „Wsiadłem do pociągu „Sobieski” o 10.10 i już po czterech godzinach byłem w Warszawie – jedna kawa, druga, trzecia – i oto stacja Warszawa-Włochy. Mam do was bliżej, niż do Pragi!”. Z każdą piosenką kontakt z publicznością zacieśnia się, jedną z pierwszych zaśpiewanych jest lubiana „Tešínská” i jak zwykle przy polskiej „wstawce”: „..kochałbym ją i pieścił chyba lat dwieście…” sypią się brawa. Umiejętność rozmowy z publicznością ma Nohavica rozwiniętą wprost rewelacyjnie – dane mi było być na kilku koncertach po obu stronach granicy i zawsze mnie ona fascynuje.

Choć teraz usłyszeliśmy nie tylko te najpopularniejsze, znane każdemu wielbicielowi „kawałki”, jak „Sarajevo”, „Peterburg”, „Darmodej”, „Dopis panu prezidentovi”, „Až to se mnu sekne” „Metro pro krtky”, czy, też z płyty „dziecięcej” „Tri cuníci” – „Hlídac kráv”, to Nohavica, przedstawiając również mniej znane pieśni ze swego repertuaru, zdawał się mówić: „Ja znam was i wy znacie mnie. Jestem u was kolejny raz i wiem, że na sali raczej nie ma nikogo przypadkowego, raczej sami starzy nohavicowi wyjadacze, doskonale znający moją twórczość. No to pozwolę sobie potraktować was nieco poważniej”. Zabrzmiały więc „Pravda a lež” Włodzimierza Wysockiego, „Velká voda” „Prevez me, príteli”, „Cukrárská bosanova”, a nawet piosenka-zabawka, jak sam Nohavica ją ochrzcił, „piosenka familijna”, czyli po prostu sylaby „ma-ma”, „ta-ta” i „ba-ba” śpiewane na różne tony.

Otrzymaliśmy spektakl bardzo różnorodny, i do śmiechu („V jednom domku”), i do refleksji („Na dvore divadla”); piosenki szybkie, dynamiczne np. „Ostravo”, grane na heligonce, na przemian z wolniejszymi, okraszonymi wirtuozerskimi wręcz popisami Poborila, który okazał się być, zgodnie z zapowiedzią Nohavicy, prawdziwym multiinstrumentalistą – grał na klawiszach, akordeonie, harmonijce, trąbce…

Podejrzewam, ba, właściwie jestem pewna, że Nohavica ostatecznego doboru piosenek dokonuje na bieżąco, w trakcie koncertu, w zależności od nastroju własnego i słuchaczy.

Było i nostalgicznie („Krajina po bitve”), i erotycznie, gdy Jaromír tłumaczył słowa „Líbíte se mi” – „Pani mi się podoba…przywiążę pani ręce do łóżka, zniknę na pół dnia i po powrocie powiem tylko – pani mi się podoba” i dwie godziny minęły bardzo szybko, zbyt szybko. Na bis Nohavica zaśpiewał, na specjalne zamówienie polskich znajomych, „Zatímco se koupeš” – „W czasie, gdy się kąpiesz”, a pożegnał się z warszawską publicznością śpiewanym a capella „Moim aniołem stróżem”.

Po koncercie przedzieram się przez tłumy fanów do garderoby Artysty; drzwi strzeże, niczym Cerber, odpowiedzialny za wszystko niezawodny Tolek Muracki. „Magdo, pogadajcie, ale nie za długo, jutro rano jedziemy do Poznania i w dalszą trasę, Jarek musi odpocząć” – prosi z uśmiechem. Nohavicę znajduję w doskonałej formie, nie widać śladów zmęczenia po długim tourne po USA i Wielkiej Brytanii, z którego dopiero co wrócił.„No a jaké to było?” – pyta o wrażenia z koncertu. „Nárocné!” („Trudne!”) – śmieję się, wyjaśniając, że to był, moim zdaniem, koncert dla już bardziej nohavicowo wyrobionych słuchaczy. „A takové to melo být!” – żartuje Jaromír.

Kończy się magiczny listopadowy wieczór z piosenkami Nohavicy – w uszach, oczach i głowie pełno dźwięków, obrazów, wrażeń. Pełno nut i słów – mądrych i lekkich, poważnych i zabawnych. Líbilo se mi, líbilo…


Magdalena Domaradzka


Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku

Po aktualne informacje o wydarzeniach kulturalnych zapraszamy do grupy [panoramakultur]

- - - - - -

     


  1 2 3  >

Reklama wspiera działalnosc serwisu Panorama Kultur
© Stowarzyszenie Panorama Kultur 2003-2010
e-mail: biuro@pk.org.pl
powered by prot serwery

Poprawny CSS!