Polecamy te strony
 
 

Wydawnictwo Czarne Pogranicze - Sejny
   
 Ośrodek "Brama Grodzka - Teatr NN"  Lublin - Pamięć Miejsca
   
 czasopismo Na Vychod  Kolegium Europy Wschodniej
   
Galeria Soroczka  Art Historian Information from Central Europe
   
Tolerancja.pl o Ukrainie na portalu Rostra
 

www.paradoks.net.pl


Audioskop.net - internetowy sklep muzyczny



Wydawnictwo Muzyka Odnaleziona - www.muzykaodnaleziona.pl
 

Dom Szewca Fawki - projekt Stowarzyszenia Panorama Kultur


www.pk.org.pl/facebook
Naszą grupę w serwisie Facebook znajdziesz pod adresem www.pk.org.pl/facebook 

 

 

Reklama wspiera działalność serwisu Panorama Kultur

 

 

 
 Wielkanoc - Łużyce
Wielkanocne procesje konne

Dwujęzyczna wielkanocna procesja konna z Wittichenau, żródło: www.radlow.plŁużyczanie, naród słowiański zamieszkujący tereny wschodniej Saksonii, są potomkami Słowian, którzy ok. 660 r. dotarli na obszar między rzekami Łabą, Saławą, Odrą i Kwisą. Od X - XI wieku plemiona Milczan (dzisiejsi Łużyczanie Górni) oraz Łużyczan (dzisiejsi Łużyczanie Dolni) znalazły się pod zwierzchnictwem Niemieckim. Od XVI wieku władze niemieckie coraz silniej działały na rzecz asymilacji Łużyczan z ludnością niemiecką. Tereny łużyckie były kolonizowane przez Niemców, co wpływało na germanizowanie się ludności pochodzenia słowiańskiego. Następnie reformacja, którą zapoczątkował Marcin Luter spowodowała, iż 90% Łużyczan stało się ewangelikami. Po straszliwej tzw. „wojnie trzydziestoletniej” /1618-1648/ zakończonej pokojem westfalskim uprawomocniono już poprzednio podjętą w Augsburgu uchwałę: „czyje panowanie – tego wyznanie”, co utrwaliło podział Niemiec na katolickie i protestanckie. Wtedy to cała północna i wschodnia Rzesza Niemiecka, a więc także Saksonia, Prusy i Meklemburgia stały się ogromnym morzem protestanckim, poza dwoma małymi, zwartymi enklawami katolickimi: na zachodzie, koło Enfirtu, na wschodzie, wokół Budziszyna, Radworia i cysterskiego klasztoru Marijna Hwězda na terenie Saksonii. Środowiskiem katolickim w Saksonii był dwór królewski w Dreźnie od czasu wyboru na króla Polski Augusta II zwanego Mocnym, który przyjął katolicyzm.[1]

Dziś największą słowiańską wyspą na terenie Niemiec, mówiącą w swoim języku narodowym są katoliccy Łużyczanie Górni, jest ich około 15 tysięcy i zamieszkują tereny zamykające się w trójkącie miast: Budziszyn, Kamieńca, Wojerec.

W procesie walki o utrzymanie tożsamości narodowej, niezwykle istotnym stało się kultywowanie tradycji narodowych. Jedną z nich są wielkanocne procesje konne, zwane križerjo, czyli: krzyżowcy, ci którzy niosą krzyże.[2] Zwyczaj ten wywodzi się z czasów jeszcze pogańskich i łączył się pierwotnie z objeżdżaniem pól w celu zapewnienia urodzaju.[3] Ewa Siatkowska pisze: Na Łużycach po wprowadzeniu reformacji, zwyczaj obchodzenia pól od razu nie zanikł, ale zmienił charakter. Ograniczony został tylko do regionów katolickich, gdzie duchowieństwo było mniej rygorystyczne, starając się nadawać dawnym pogańskim obyczajom piętno chrześcijańskie. Dochodzono do tego stopniowo. W XVIII i XIX wieku procesja nie była jeszcze ściśle związana z Wielkanocą, czasem odbywała się w Zielone Świątki. [4] Reliktem dawnego objeżdżania pól jest tworzenie przez jeźdźców wielkiego kręgu we wsi Wotrow. Dziś uczestnicy procesji niosą nowinę o zmartwychwstaniu Chrystusa od wsi do wsi i oznajmiają ją wszystkim na swej drodze donośnym śpiewem.

Trasy wielkanocnych procesji konnych, źródło: www.radlow.plObecnie, na Wielkanoc odbywa się dziewięć procesji konnych: Ralbicy – Kulow, Chróscicy - Pančicy-Kukow, Njebjelčicy – Wotrow, Radwor – Baćoń, Budyšin. W sumie bierze w nich udział około 1500 jeźdźców. Najdłuższą drogę do przejechania mają procesje z Ralbic i Kulowa. Obie są tez najliczniejszymi – pierwsza liczy sobie zwykle około 300, druga około 400 jeźdźców.
Do procesji jej uczestnicy przygotowują się na długo przed uroczystością. Największe problemy, ze względu na liczbę uczestników, wiążą się ze zorganizowaniem odpowiedniej ilości koni. Sprowadza się je na tę okazję z całych niemalże Niemiec. Na dzień przed uroczystością jeźdźcy i pracownicy stajni przygotowują konie, myją je czyszczą i zaplatają grzywy. Najczęściej w warkoczyki wplatane są barwy narodowe – biała, czerwona i niebieska. Niektórzy zamiast tego zaplatają grzywy a potem je rozplatają, przez co konie mają piękne, puszyste włosie. Tych zabiegów nie stosuje się jedynie w przypadku koni wyścigowych.

Tuż przed wyruszeniem w niedzielę rano, siodła się konie. Każdy koń ma czaprak (kapa, którą kładzie się pod siodło) z symbolem baranka. Czapraki mają różne kolory, te jednak są przypadkowe i nie niosą za sobą żadnej symboliki. Uzda ozdobiona jest często muszelkami, kwiatami, lub elementami metalowymi. Znajdują się na niej emblematy krzyża, księżyca, czy baranka. Do ogona mocuje się kokardę. Ta powinna być biała z wyhaftowanymi motywami kwiatowymi. Gdy w rodzinie jeźdźca jest żałoba, kokarda ma kolor czarny.

Jeździec ubrany jest w czarny frak, ma długie buty z cholewami oraz cylinder. Dodatkowo niektórzy mają wianek z mirtu – zielony oznaczający, że jeździec pierwszy raz bierze udział w procesji, srebrny, gdy jedzie po raz dwudziesty i złoty - po raz pięćdziesiąty. Ponadto obowiązkowym wyposażeniem każdego uczestnika procesji są dwa egzemplarze książeczki z pieśniami (zdarza się, iż jedna z książeczek zniszczy się w czasie jazdy, zmoknie, lub zostanie upuszczona). Na książeczkę składają się pieśni, które jeźdźcy śpiewają w czasie swej jazdy od wsi do wsi. Na krótko przed procesją ustala się repertuar, za co najczęściej odpowiedzialny jest kantor. W każdym zbiorku pieśni jest określony zestaw, wybór zależy przy tym od kantora. Dawniej ta sama pieśń była powtarzana dotąd, dopóki nie wyjechaliśmy z danej wsi. Już tak nie robimy. Teraz jak jedna pieśń się skończy, zaczynamy nową.[5]

Kantor daje również sygnał do rozpoczęcia kolejnych pieśni w trakcie trwania procesji. Robi to w zależności od ustalenia poprzez podniesienie ręki, bądź po prostu poprzez rozpoczęcie śpiewania. Kantor nie wyróżnia się niczym spośród pozostałych, nie ma też stałego miejsca, w niektórych wsiach jeździ na początku, czasem w środku pochodu. Jeden z kantorów w wywiadzie mówi: W czasie trwania jazdy ja daję znak do śpiewu. Unoszę prawą rękę ze śpiewnikiem i potem ją opuszczam. Na ten znak zaczynamy. Jesteśmy do usług długiej ralbiczańskiej procesji. Na równym odcinku drogi, mniej więcej e co trzeciej parze, ktoś kolejno daje znak do śpiewu, wciąż będąc po prawej stronie. To wystarcza. Na wąskich ulicach Kulowa każdy „krzyżowiec” podnosi prawą rękę. W ten sposób zabezpieczamy się przed zerwaniem wzajemnego kontaktu.[6] Warto zauważyć, że głosy jeźdźców są niezwykle donośne i słychać ich już z bardzo daleka.

W niedzielę na około pół godziny przed rozpoczęciem uroczystości jeźdźcy zbierają się na placu, położonym w najbliższej odległości od kościoła. Gdy już wszyscy są na miejscu ustawiają się parami zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, najczęściej o kolejności decyduje numer domu, choć nie jest to zasadą. Ksiądz proboszcz wręcza jeźdźcom chorągwie (te są niesione w pierwszej parze) oraz krzyż i figurę Jezusa, następnie ich błogosławi i sam wsiada na konia. Procesja okrąża kościół trzykrotnie i rusza przez wieś (bądź w przypadku Budziszyna) do kolejnej wsi cały czas śpiewając.

Ciekawostką jest, iż procesja z Chrósćic ma zamiast dwóch, cztery chorągwie. W roku 1790 bowiem tamtejszy ksiądz zakazał jeżdżenia konno i nie chciał udostępnić sztandarów kościelnych. Prawdopodobnie wiązało się to z naciskiem ewangelików na katolików i ich żądaniami zaprzestania procesji. Wieśniacy uszyli sobie nowe sztandary i uroczystość się odbyła. Później wieziono na procesji stare i nowe sztandary obok sie­bie i tak też dzieje się do dziś.

Procesja, po dotarciu do ostatniej wsi znów objeżdża kościół trzy razy, jeźdźcy odmawiają Ojcze nasz. Jeden z jeźdźców w wywiadzie zamieszczonym w „Zeszytach Łużyckich” mówi: dawniej mówiliśmy stare Ojcze nasz, potem przeszliśmy na nowy tekst. Mieszkańcy Niebielczyc przez krótki czas mieli dwie jazdy – podczas jednej jeźdźcy modlili się na stary sposób, podczas drugiej – na nowy.[7] W niektórych miejscowościach procesja jedzie na cmentarz i tam zebrani modlą się za zmarłych krewnych. Następnie jeźdźcy udają się na obiad do zaprzyjaźnionej rodziny, po posiłku ruszają w drogę powrotną, by w swojej parafii oddać chorągwie.

W procesjach biorą udział często całe rodziny – oczywiście zaszczyt ten przeznaczony jest tylko dla mężczyzn. Zdarza się, że obok jeźdźca siedzi jego syn bądź wnuk. Czasem również w siodle zasiadają chłopcy, których rodzice do tej pory nie brali udziału w tych uroczystościach. Świadczy to o ogromnej popularności procesji. Prowadząc rozmowy z Łużyczanami dowiedziałam się, iż młodzi chłopcy nie mogą się doczekać, aż dojrzeją do wieku, w którym będą mogli pojechać w procesji. Obserwując uroczystości widać również jak świeżo upieczeni jeźdźcy ze skupieniem i dumą wcielają się do swojej nowej roli.

Procesje wielkanocne są niezwykle ważnym elementem zachowania tożsamości narodowej Łużyczan Górnych. Współcześnie procesje stały się ogromną atrakcją turystyczną i wielu obcokrajowców z tym właśnie kojarzy ten niewielki naród. Dla Łużyczan jest to o tyle istotne, że mogą w tym czasie pokazać światu, że są silnym narodem kultywującym swoje tradycje. Niestety wielu przyjezdnych obserwatorów zdaje się zapominać o ich religijnym charakterze, procesje są bowiem aktem duchowym, jeźdźcy przeżywają uczestnictwo w tym święcie niczym mszę świętą i tutaj tłumy gapiów mogą stanowić przeszkodę w duchowym przeżywaniu zmartwychwstania Chrystusa.

Łużyczanie świadomi są tej przeszkody i niejednokrotnie skarżą się na brak zrozumienia ze strony turystów. Sama byłam świadkiem takich procesji, i gdy jeźdźcy modlili się w sowim ojczystym języku, tłum w większości składający się z Niemców uczestniczył w modlitwie jedząc kiełbaski, biegając z watą cukrową i głośno komentując „spektakl” jakoby był świadkiem spreparowanego na użytek turystów widowiska. Jeźdźcy wiedzą jednak, że promowanie swojego regionu poprzez procesje konne jest niepowtarzalną okazją do manifestacji swej tożsamości narodowej. W jednym z przytaczanych już wywiadów kantor z Ralbic z dumą o procesji mówi: masz tę świadomość, że należysz do kościoła katolickiego i że się czujesz Łużyczaninem. Tego nie można oddzielić.[8] Jeden z Łużyczan z kolei na moje pytanie o ten problem powiedział, iż jest to jedyny moment kiedy mówi się i pisze o tym małym narodzie na forum międzynarodowym, w telewizji i prasie.

Aby podsumować moje rozważania posłużę się słowami Ewy Siatkowskiej, bowiem doskonale oddają charakter procesji: Procesje zrosły się mocno z religijnością i kulturą narodową, stanowią częsty motyw malarski i literacki. Są wyrazem wielkiego przywiązania do tradycji, wytrwałości i uporu przy jej kultywowaniu. Procesje konne, podobnie jak inne stare zwyczaje, stanowią przedmiot narodowej dumy. Łużyczanie rozumieją, że są one znakiem narodowej identyfikacji, wyróżniając ich ze społeczności niemieckiej. To pozwala im nadal trwać.[9]

Anna Szlachta
 
Bibliografia:
1.      M. Cygański, R. Leszczyński, Zarys dziejów narodowościowych, Opole 1997.
2.      Z. Gajewski, Krótki zarys historii katolickiej wspólnoty Łużyckiej, w: „Zeszyty Łużyckie” nr 3.
3.      T. Lewaszkiewicz, Partykularyzm religijny na Górnych Łużycach a historia górnołużyckiego języka literackiego, w: Serbołużyczanie. Łużyce. Badania historyczne i fascynacje, red. M. Rutkowska, Zielona Góra 1998.
4.      J. Malink, Z politycznej i kulturalnej historii Łużyczan, w: Łużyczanie. Słowiański naród w Niemczech, red. J. Malink, M Vökel. E. Siatkowska, S. Marciniak, Warszawa 1996.
5.      Ks. Jerzy Pawlik, Rodziny łużyckie ostoją egzystencji i tożsamości narodowej Łużyczan, w: Serbołużyczanie. Łużyce. Badania historyczne i fascynacje, red. M. Rutkowska, Zielona Góra 1998.
6.      D. Scholze, H. Löffler, Jazdy wielkanocne w relacjach ich uczestników, w: „Zeszyty Łużyckie” nr 28.
7.      E. Siatkowska, Konne procesje na Łużycach i na Śląsku Opawskim, w: „Zeszyty Łużyckie” nr 20.
8.      M. Wałda, Łużyckie zwyczaje, w: Łużyczanie. Słowiański naród w Niemczech, red. J. Malink, M Vökel. E. Siatkowska, S. Marciniak, Warszawa 1996.
 
 


[1] Z. Gajewski, Krótki zarys historii katolickiej wspólnoty Łużyckiej, w: „Zeszyty Łużyckie” nr 3, s. 54.
[2] E. Siatkowska, Konne procesje na Łużycach i na Śląsku Opawskim, w: „Zeszyty Łużyckie” nr 20, s. 60.
[3] Taką genezę wywodzi E. Siatkowska w: Ibidem, s.57.
 
[4] Ibidem, s. 58.
[5] D. Scholze, H. Löffler, Jazdy wielkanocne w relacjach ich uczestników, w: „Zeszyty Łużyckie” nr 28, s. 28.
[6] Ibidem, s. 23.
[7] Ibidem, s.28.
[8] Ibidem, s. 24.
[9] E. Siatkowska, Konne procesje na ... op. cit., s. 60.


Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku

Po aktualne informacje o wydarzeniach kulturalnych zapraszamy do grupy [panoramakultur]

- - - - - -

     


  1 2 3  >

Reklama wspiera działalnosc serwisu Panorama Kultur
© Stowarzyszenie Panorama Kultur 2003-2010
e-mail: biuro@pk.org.pl
powered by prot serwery

Poprawny CSS!