Polecamy te strony
 
 
 

 
 "Białoruś. Kartofle i dżinsy" - recenzja Tadeusza Iwańskiego
"Białoruś. Kartofle i dżinsy"

"Białoruś. Kartofle i dżinsy"Książka dwójki dziennikarzy Tygodnika Powszechnego, jeśli bardzo chcemy klasyfikować, to coś pośredniego między reportażem a wywiadem - rzeką. Narratorami są białoruscy opozycjoniści i to oni opisują sytuację. Praca polskich autorów to zręcznie zredagowanie oraz zestawienie cytatów i relacji z rozmów z głównymi działaczami demokratycznymi na Białorusi. Dzięki temu książka ma charakter chronologicznej opowieści o działaniach opozycji na tle faktycznych wydarzeń na Białorusi Aleksandra Łukaszenki. W różnych okresach na pierwszy plan wysuwają się ci bohaterowie, których działania wydają się w danym momencie najistotniejsze dla ruchu opozycyjnego. Na początku poznajemy Wincuka Wiaczorkę i zespół Mroja, a pod koniec głównym bohaterem jest Aleksander Milinkiewicz – lider opozycji i kontrkandydat Łukaszenki w wyborach prezydenckich w marcu 2006 roku. Spoiwem wypowiedzi bohaterów jest pozbawiona emocji i wartościowania, narracja polskich dziennikarzy. 
 
Efektem takiej konstrukcji książki jest subiektywna, najnowsza historia Białorusi, widziana oczami białoruskich opozycjonistów, opowiedziana ich słowami, a uporządkowana i zredagowana przez polskich dziennikarzy. Dwieście stron opowieści pokazuje opozycję białoruską „od kuchni”, pokazuje wydarzenia i akcje, które znamy z suchych relacji prasowych, a tu dowiadujemy się o ich kulisach, autorach oraz problemach i sytuacjach, które im towarzyszyły. Tak więc niewątpliwą wartością książki jest pokazanie bardziej spersonalizowanego i codziennego kontekstu działań opozycji. W książce nie ma ani dogłębnych analiz sytuacji społecznej i politycznej na Białorusi, brak też politologicznego opisu reżimu Łukaszenki. Mechanizmy działania oficjalnej Białorusi autorzy pokazują przez pryzmat indywidualnych losów bohaterów. Brak teorii, jedynie praktyka czynią książkę bardziej przystępną dla nie-specjalistów oraz interesującą dla tych już trochę obeznanych w sprawach białoruskich.  
 
Czytając książkę nie sposób nie postawić pytania, dlaczego opozycjonistom się nie udaje? Dlaczego Aleksander Łukaszenko wciąż jest niezagrożony i cieszy się poparciem społeczeństwa? Próba odpowiedzi na to pytanie nasuwa smutne wnioski. Opozycja w każdym reżimie autorytarnym działa półlegalnie lub nielegalnie, jest dręczona i narażona na represje. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, choć to nie oznacza, że nie trzeba o tym pisać. Problemem Białorusi jest jednak fakt, że postulaty opozycji są abstrakcyjne i niezrozumiałe dla zwykłych ludzi. Nie ma podatnego gruntu, nie ma tradycji wolnościowych, brak też historycznego doświadczenia zrywów i rewolucji. Paradygmatem szczęścia większości mieszkańców Białorusi jest narzucony jeszcze w czasach radzieckich ideał spokoju i stabilizacji. Białoruś podczas II wojny światowej poniosła olbrzymie straty i pamięć o nich sprawia, że Białorusini odrzucają wszelkie projekty gwałtownych zmian. Natomiast na proces ewolucyjnej modernizacji społeczeństwa poprzez długofalowe akcje uświadamiające opozycja białoruska, z powodu opresyjności reżimu, nie ma ani struktur, ani możliwości finansowo – technicznych. Ilustracją takiej sytuacji jest choćby obrazek ze strony 192., gdy Aleksander Milinkiewicz opisuje swoją kampanię prezydencką w regionach w 2006 roku:
„Milinkiewicz: Jeździliśmy z hasłem walki o demokrację, więc sami też musieliśmy być demokratyczni i każdemu udzielać głosu.
Raz pewna kobieta podeszła do mikrofonu:
 - Pan mówi o demokracji, a ja nie chcę demokracji. Boję się wolności. Demokracja to nieporządek, chaos jak na Ukrainie. Ja się wszystkiego boję.
I nie była to kobieta nasłana przez władze. Jej słowa oddawały obawy wielu Białorusinów. Bali się demokracji, bali się rządów oligarchów. Na Ukrainie jeden kryzys gonił drugi, w Rosji była bieda i wojna w Czeczeni, a Łukaszenka potrafił uchronić Białorusinów od tych nieszczęść.”
 
"Kartofle i Dżinsy” jest niewątpliwie książką ukazującą zbiorowy portret białoruskiej opozycji. Czytając można mieć wrażenie, że to nie jest może środowisko bardzo zwarte, ale raczej zgodne i wspólnie występujące przeciw jednemu wrogowi. Natomiast większość z tych, którzy trochę interesują się sytuacją na Białorusi wie, że pełnej jednomyślności, zarówno co do celu, jak i co do środków nie ma. Poszczególni liderzy mają swoje ambicje i kierują się swoją logiką. Mają inne pomysły ustrojowe i różne wizje przyszłej Białorusi. Gwoli ścisłości, część jej liderów nie ma żadnego konkretnego planu co do „Białorusi po Łukaszence”. Naturalnie, celem książki nie było pokazywanie słabych punktów opozycji, lecz jej zmagania z reżimem. Jednak biorąc ją do ręki, spodziewałem się, że dowiem się więcej o wewnętrznych, nie tylko technicznych, ale właśnie też o tych ideowych i personalno - ambicjonalnych problemach w łonie białoruskiej opozycji. Na ostatnich stronach autorzy wyjaśniają ten fakt pisząc: „Jak w każdym kraju rządzonym przez dyktatorów, jest też problem agentów działających w opozycji, a także skandali finansowych w jej łonie. Nie ma możliwości – i pewnie prędko nie będzie – by zweryfikować takie informacje. Dlatego nie braliśmy ich pod uwagę.”  I bardzo słusznie, ponieważ powtarzanie plotek, a w pewnych przypadkach zapewne i celowych przykładów dezinformacji byłoby niesprawiedliwe i krzywdzące. Jednak, mój mały „zgryz”, jedyny w wypadku tej książki, polega na tym, że wpisuje się ona w pewien tradycyjny, martyrologiczny paradygmat pisania o opozycji w krajach autorytarnych. Bardzo często satrapa jest tam pokazywany jednoznacznie negatywnie, a opozycja jednoznacznie pozytywnie. I choć zasadniczo tak właśnie jest, czasami chciałoby się pewnego odbrązowienia tej opozycji, pokazania jej słabostek i małostek, a poprzez to i pewnego jej „zhumanitaryzowania”. Nie twierdzę, że tego nie ma, ale miałem nadzieje na trochę więcej i trochę inaczej.
 
Podsumowując, „Białoruś. Kartofle i Dżinsy” to bardzo cenna pozycja na polskim rynku. Niewiele się tu pisze o Białorusi, szczególnie w postaci książkowej, a to co się pisze, nie zawsze jest ciekawe. A książka Małgorzaty Nocuń i Andrzeja Brzezieckiego jest wciągająca i czyta się ją bardzo lekko. Kto chce dowiedzieć się o tym, na co w gazetach często nie ma miejsca – koniecznie powinien tę książkę przeczytać.
Tadeusz Iwański
autor jest dziennikarzem redakcji ukraińskiej Polskiego Radia


Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku

Po aktualne informacje o wydarzeniach kulturalnych zapraszamy do grupy [panoramakultur]

- - - - - -

     


© Stowarzyszenie Panorama Kultur 2003-2010
e-mail: biuro@pk.org.pl
powered by prot serwery

Poprawny CSS!