Polecamy te strony
 
 

Wydawnictwo Czarne Pogranicze - Sejny
   
 Ośrodek "Brama Grodzka - Teatr NN"  Lublin - Pamięć Miejsca
   
 czasopismo Na Vychod  Kolegium Europy Wschodniej
   
Galeria Soroczka  Art Historian Information from Central Europe
   
Tolerancja.pl o Ukrainie na portalu Rostra
 

www.paradoks.net.pl


Audioskop.net - internetowy sklep muzyczny



Wydawnictwo Muzyka Odnaleziona - www.muzykaodnaleziona.pl
 

Dom Szewca Fawki - projekt Stowarzyszenia Panorama Kultur


www.pk.org.pl/facebook
Naszą grupę w serwisie Facebook znajdziesz pod adresem www.pk.org.pl/facebook 

 

 

Reklama wspiera działalność serwisu Panorama Kultur

 

 

 
 Martin Pollack - "Ojcobójca"
Tajemnica pewnej wyprawy

Richard Nixon podskakuje i dokładnie w momencie skoku pewien fotograf wykonuje zdjęcie. Takie skaczące portrety ów fotograf wykona jeszcze wielu innym, znanym osobom. Skąd taki nietypowy pomysł na zdjęcia? To bardzo ciekawy, błyskotliwy fortel. Otóż, osoba fotografowana koncentrując się na czynności skoku, mimowolnie przestaje udawać i odsłania swoją prawdziwą twarz, jakąś część siebie, swojej osobowości. Wartościowe zdjęcie to przecież takie, które prezentuje twarz a nie maskę.

Ten fotograf-detektyw poszukujący prawdy o swoich modelach to Philippe Halsman, jeden z najwybitniejszych fotografów portrecistów XX wieku. Informacje o nim, wraz z najbardziej znanymi zdjęciami można łatwo znaleźć w Internecie. Ale próżno tam szukać wzmianki o tym, że kilkadziesiąt lat wcześniej pewien lubiący fotografować student wybrał się wraz z ojcem w góry. Ten student nazywał się Filip Halsmann i nawet nie przypuszczał, że w przyszłości jego zdjęcia wielokrotnie będą trafiały na okładkę magazynu Life, ani że górska wycieczka skończy się tragicznie.

Późne lata 20-te, górski pejzaż Tyrolu, po niebie pędzą chmury, na szczytach gór leży śnieg a zmęczeni wędrowcy przemierzają wąskie ścieżki szlaku. Nie trudno wyobrazić sobie taki obrazek, ilustrację ze starego czasopisma czy właśnie fotografię. Jednak historia opisana w Ojcobójcy Martina Pollacka daleka jest od sielankowych opowieści z górami w tle. Choć wszystko zaczyna się tak bardzo zwyczajnie a może nawet zabawnie, bo oto we wrześniu 1928 roku, dwaj Żydzi z Łotwy – ojciec dentysta i jego syn student przybywają w Alpy by posmakować górskiej przygody. Nietypowa z nich para. To widać na pierwszy rzut oka. I od razu wiadomo, że wydarzy się coś złego. Ojciec ginie na szlaku w bardzo dziwnych okolicznościach a o dokonanie na nim zbrodni zostaje oskarżony jego syn.

Martin Pollack rekonstruuje wydarzenia w oparciu o relacje prasowe, dokumenty z procesów, komentarze. Z tych fragmentów wyłania się niezwykła historia, która nie tylko jest fascynującą zagadką kryminalną lecz także może przede wszystkim jest pretekstem do obserwacji socjologicznej, próbą oddania atmosfery przełomu lat 20-tych i 30-tych w Austrii. Dalekie od miejskiego zgiełku lasy i góry, alpejska przygoda, zdrowe ciało i duch – wolny, i co może warto dodać – aryjski. Sceneria nie jest przypadkowa. Tajemniczy wypadek w górach, który zostaje tak prosto zinterpretowany jako zabójstwo i łatwość z jaką oskarżony zostaje syn zmarłego, przywodzą na myśl historie pokazowych procesów. Oskarżony jest niczym kozioł ofiarny, obcy, wykluczony ze społeczności w oczyszczającym, sądowym spektaklu. Jak bardzo obcość jest w tym przypadku archetypiczna – przecież Filip Halsmann jest Żydem.

Ale na jego niekorzyść przemawia nie tylko nieszczęsne pochodzenie, oskarża go także jego fizyczność, niełatwy charakter, inteligencja i młodzieńcza arogancja. Z początku, nawet czytelnikowi trudno z nim w pełni sympatyzować. Ale czytelnik ma za to wiele wątpliwości, których nie mieli ani oskarżyciele ani przysięgli. Te wątpliwości nie pozwalają przeoczyć żadnej nawet z pozoru błahej informacji. Czytelnik śledzi więc uważnie przebieg opisywanego przez Pollacka śledztwa, choć zagadka morderstwa pozostaje niejasna do końca. To tak jakby oglądać częściowo zniszczony obrazek, z którego nikt się już nigdy nie dowie na co wskazują wędrowcy na górskim szlaku, na co spoglądają. Albo może lepiej – to taka fotografia, którą powiększa się usiłując znaleźć odpowiedź na pytanie, kto zabił. Bez skutku.

Już sam sposób prowadzenia narracji przez autora jest tu istotny – oszczędny ale bardzo szczegółowo rekonstruujący przebieg śledztwa i zawiłości procesów. Kolejne relacje, zeznania, nowe wątki opóźniają tylko rozwiązanie, którego tak naprawdę właściwie nie ma. Albo może i jest, tylko nie jest to rozwiązanie zagadki zabójstwa, jakby się wydawało a raczej odkrycie i opisanie pewnej tajemnicy biografii człowieka, który jest bohaterem powieści.

Książka Martina Pollacka jest zatem nie tylko rodzajem podróży w przeszłość w poszukiwaniu wyjaśnienia pewnej zagadki, próbą uchwycenia atmosfery rodzących się ideologicznych uprzedzeń czy uniwersalną opowieścią o dochodzeniu do prawdy. Według mnie można potraktować też Ojcobójcę jako wypowiedź na temat granic interpretacji, dowolności w łączeniu wydarzeń i wątków. Nie tylko w dosłownym kontekście śledztwa i procesu.

Moment, o którym wspomina kilkakrotnie Filip Halsmann podczas swojego procesu to widok jego ojca w momencie upadku ze szlaku. Mówi, że było to tak, jakby ktoś zrobił zdjęcie. „Migawka z przechylonym do tyłu ojcem była jakby utrwalona na płycie fotograficznej. Mówiąc utrwalona, mam na myśli nie to, że była wyraźna, lecz – nieporuszona, zatrzymana w ruchu.”1

Po lekturze książki zastanawiam się, czy późniejsze zdjęcia Halsmanna, te znane i podziwiane, na których usiłuje schwytać ruch nie są może echem przeżyć z młodości? Czy można próbować doszukiwać się tutaj jakichś elementów łączących, powrotu artysty do wstrząsającego przeżycia z przeszłości i przywołania go za pomocą środków artystycznych? To tylko skojarzenie, być może nic nie znaczące. Ale bazując na sugestii można zrobić bardzo wiele. Można oskarżyć, wymierzyć wyrok, można uniewinnić. Sprawa Halsmanna jest tego jak sądzę, dobrym przykładem. I to wyjątkowo dziś aktualnym.

Marta Brzezińska 

Martin Pollack, Ojcobójca. Sprawa Filipa Halsmanna, przeł. Andrzej Kopacki, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2005.

Strona wydawnictwa:
http://www.czarne.com.pl

1 Martin Pollack, Ojcobójca. Sprawa Filipa Halsmanna, przeł. Andrzej Kopacki, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2005, s. 191i 192.



Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku

Po aktualne informacje o wydarzeniach kulturalnych zapraszamy do grupy [panoramakultur]

- - - - - -

     


  1 2 3  >

Reklama wspiera działalnosc serwisu Panorama Kultur
© Stowarzyszenie Panorama Kultur 2003-2010
e-mail: biuro@pk.org.pl
powered by prot serwery

Poprawny CSS!