Polecamy te strony
 
 

Wydawnictwo Czarne Pogranicze - Sejny
   
 Ośrodek "Brama Grodzka - Teatr NN"  Lublin - Pamięć Miejsca
   
 czasopismo Na Vychod  Kolegium Europy Wschodniej
   
Galeria Soroczka  Art Historian Information from Central Europe
   
Tolerancja.pl o Ukrainie na portalu Rostra
 

www.paradoks.net.pl


Audioskop.net - internetowy sklep muzyczny



Wydawnictwo Muzyka Odnaleziona - www.muzykaodnaleziona.pl
 

Dom Szewca Fawki - projekt Stowarzyszenia Panorama Kultur


www.pk.org.pl/facebook
Naszą grupę w serwisie Facebook znajdziesz pod adresem www.pk.org.pl/facebook 

 

 

Reklama wspiera działalność serwisu Panorama Kultur

 

 

 
 Sarajewski duch jest niezniszczalny
Sarajewski duch jest niezniszczalny

Z Joanną  Tlałką-Stovrag, autorką biograficznej książki "Jeszcze żyję. Historia prawdziwa", rozmawiają Łukasz Grzesiczak i Bartłomiej J. Kwasek.


„Jeszcze żyję...” to opowieść o miłości, Bałkanach, czy może o wymuszonym dojrzewaniu młodej studentki w zderzeniu z okrucieństwem wojny?

Niewątpliwie to historia o wielkim uczuciu, które miało swój początek w barwnym, wielokulturowym Sarajewie – wówczas mieście wyjątkowej tolerancji i poszanowania inności.

Wyjechała Pani na stypendium do Jugosławii pod koniec lat 80. Z Pani opisu Sarajewo jest uosobieniem par excellance miasta Europy Środkowej – współistnieją w nim różne kultury i religie. Skąd – według Pani – brał się fenomen tego miasta?

Sarajewo według mnie było przed wojną niesamowitym miejscem – miastem dialogu, dzielenia się wspólnymi wartościami, tworzenia mostów i wyciągania dłoni do innych, do różnych...

Mieszkaniec Sarajewa, tzw. Sarajlija był symbolem człowieka, który potrafił żyć w wielonarodowym i wieloreligijnym społeczeństwie. Tam żyli obok siebie Chorwaci, Serbowie, Muzułmanie, Żydzi, Cyganie... i każdy z nich czuł się w pełni obywatelem stolicy. Tam żyli obok siebie wyznawcy różnych religii... Zawierając małżeństwa mieszane, a było ich tam bardzo dużo, od maleńkości uczyli swoje dzieci szacunku dla innego wyznania, dla innego człowieka.

Ten swoisty fenomen był wynikiem nałożenia się, nawarstwienia od dawien dawna na tym obszarze wielu kultur, wpływów i religii. Najpierw w opozycji stały dwa światy – Wschód i Zachód, prawosławie ścierało się z katolicyzmem. Potem, po opanowaniu tych obszarów przez Turków całe chrześcijaństwo stanęło w opozycji do islamu... Splot wielu wątków, również społecznych i politycznych doprowadził do właśnie takiego postrzegania Sarajewa przez osoby z zewnątrz, jak i przez samych jego mieszkańców, którzy szczycili się swoją postawą wyjątkowej otwartości i tolerancji.

Czy pod koniec lat 80. zauważyła Pani coś niepokojącego, coś co mogło zapowiadać okrucieństwo wojny?

Może trudno to zrozumieć, ale nie zauważyłam zwiastunów wojny. Myślę, że wielu moich przyjaciół również nie spodziewało się, ani nawet nie przeczuwało zbliżającego się koszmaru. Nawet kiedy zniszczono chorwackie miasto Vukovar, w Sarajewie nikt nie przypuszczał, że wojna ogarnie również Republikę Bośni i Hercegowiny. Bośniacy nie chcieli walczyć. Mówili, że nic podobnego jak w Chorwacji u nich się nie zdarzy, bo aby prowadzić wojnę, potrzeba drugiego chętnego do walki... A jednak wojna, wcześniej zaplanowana przez polityków-kryminalistów - jak nazwał ich mój sarajewski wykładowca - podsycana przez propagandowe media nie ominęła zwykłych ludzi. Ludzi, którzy tam od wieków żyli razem i nadal chcieli tak żyć...

W czasie wojny Sarajewo na lata było w zasadzie odcięte od świata. Brakowało wody, gazu, elementarnych środków do życia. Mimo to w mieście działały kina. Czy kultura potrafiła w jakiś sposób zminimalizować okrucieństwo tamtej wojny?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo to nie ja byłam w środku tamtego piekła. Jednak wiem, że tzw. „sarajewski duch” był niezniszczalny. Teatry i kina działały, filmowcy kręcili filmy, artyści projektowali plakaty, piosenkarze koncertowali, były organizowane wystawy, ludzie dużo czytali, choć czasem musieli palić książki, by się ogrzać... A wszystko to mimo granatów i strachu przed snajperami.

Mąż pisał mi w jednym z listów, że sarajewską ulicę Vase Miskina nazywali w czasie wojny ulicą prkosa, czyli ulicą przekory, by na przekór wytrwać, by się nie poddać i nie załamać. Wspominał, że nosili podkoszulki z napisem: „jeszcze jestem w jednym kawałku”. Myślę, że ogromnie ważne były dla nich odwiedziny osób ze świata nieogarniętego wojną, jak właśnie Susan Sontag (w 1993 r. wystawiła z sarajewskimi aktorami „Czekając na Godota” Becketta), Bono z U2 czy Tadeusza Mazowieckiego. Podobno sarajewianie rozmawiali ze swoimi gośćmi jakby wojny nie było.

Na wiele lat wojna oddzieliła dwoje kochających ludzi – Pani została w Krakowie, Pani przyszły mąż wcielony do armii walczył w Sarajewie. Na swej drodze spotykała Pani wiele osób, które służyły bezinteresowną pomocą w kontaktach z ukochanym…

Tak, wiele osób bardzo mi pomogło. Ta książka jest między innymi swoistym podziękowaniem tym wszystkim, którzy swoją bezinteresownością i dobrocią wspomogli mnie i mojego męża w tamtych naprawdę trudnych czasach. Chociaż wiele lat już upłynęło, ja pamiętam.

Gdyby nie pomoc Janiny Ochojskiej, działającej wówczas w fundacji EquiLibre, do mojego męża nie dotarłaby paczka... A taka paczka w oblężonym mieście znaczyła bardzo dużo. Na łamach książki mówię także dziękuję m.in. Konstantemu Gebertowi, Wojciechowi Tochmanowi, Waldemarowi Milewiczowi... i wielu, wielu innym.

Niestety spotkała się Pani też z osobami nieczułymi na los zniszczonego od bomb Sarajewa. Niektórzy dziennikarze nie próbowali nawet wytłumaczyć opinii publicznej, o co w tej wojnie chodzi.


Na szczęście takich osób nie było wiele. Niektórzy ludzie chyba sami nie wiedzieli, na czym polegał konflikt na Bałkanach, więc trudno było od nich wymagać, by tłumaczyli go sensownie.

Jakie jest dzisiejsze Sarajewo? Czy klimat przedwojennego wielokulturowego miasta, środkowoeuropejskiej utopii, da się jeszcze uratować?

Na to pytanie najtrafniej odpowiedzieliby ci, którzy tam obecnie mieszkają. My odwiedzamy Sarajewo średnio raz do roku. Mnie zawsze zakręci się w oku łza na wspomnienie dawnych czasów - i tych sprzed, i z czasów wojny. A w oczach mojego męża, gdy rozgląda się po swoim mieście, zawsze widzę olbrzymie pokłady współczucia... i głębokiego smutku.

Kolega męża z jednostki specjalnej „Bosna” opowiadał nam niedawno, że pracuje z tymi, którzy w czasie wojny byli po stronie przeciwnej. Wszyscy oni, wśród żartów i ze specyficznym sarajewskim humorem, wspominają, jak kiedyś walczyli - tylko że wtedy walczyli przeciwko sobie. Tak więc ludzie nadal żyją tam razem, tak jak razem żyli przed wojną – mimo widocznej większej nerwowości, zerwanych mostów, więzów, mimo problemu powrotu uchodźców i koszmaru, który pozostał w ich pamięci.

Serdecznie dziękujęmy za rozmowę.

O książce  >>>

(zdjęcie: archiwum Autorki)



Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku

Po aktualne informacje o wydarzeniach kulturalnych zapraszamy do grupy [panoramakultur]

- - - - - -

     


  1 2 3  >

Reklama wspiera działalnosc serwisu Panorama Kultur
© Stowarzyszenie Panorama Kultur 2003-2010
e-mail: biuro@pk.org.pl
powered by prot serwery

Poprawny CSS!