Polecamy te strony
 
 
 

 
 Mołdowa
Kraj do odkrycia

Centralna MołdawiaDlaczego „odkrywanie”?
Ano dlatego, że Republika Mołdowy (Mołdawia) to być może ostatnia turystyczna „biała plama” w naszym sąsiedztwie. Odpowiedzią na pytanie czy warto odwiedzić Mołdawię może być legenda, którą jej mieszkańcy chętnie opowiadają i z której są bardzo dumni. Otóż, kiedy Bóg tworzył świat i rozdawał ludziom ziemię, zapomniał o Mołdawianinie, którego postanowił następnie wynagrodzić, proponując mu zamieszkanie w raju. Jak w każdej legendzie, tak i w tej tkwi ziarno prawdy. Mołdawska przyroda istotnie sprawia wrażenie rajskiej: nie ma tu poszarpanych górskich szczytów ani wzburzonego morza, gęstych puszcz, ani spalonych słońcem płaskowyży. Wszystko wydaje się skrojone na ludzką miarę. Paleta kolorów ogranicza się do jasnego błękitu nieba, ciemniejszego błękitu niespiesznie meandrujących rzek i niezliczonych wariantów soczystej zieleni pastwisk, pól, lasów i winnic urozmaiconej ognistą żółcią słonecznikowych pól. Wypukłości wzgórz i niecki dolin uwodzą łagodnością, uspokajają wzrok.
Już wkrótce wielu z nas zacznie planować wakacyjne wojaże. Być może warto rozważyć pomysł zwiedzenia Mołdawii? Co warto zobaczyć?   

MOŁDAWIA PÓŁNOCNA I ZACHODNIA

Północna Mołdawia Soroki. Wejście do twierdzyPółnocna i zachodnia część kraju może wiele może zaoferować turyście. Bogata przeszłość geologiczna i historyczna pozostawiła na tym terenie wiele pamiątek. Geologiczne cuda na skalę światową spotkamy w dolinie Prutu. Są to m.in. tajemnicze „O sută de Movile”, sięgające stu metrów wysokości pagórki - pozostałości rafy koralowej z czasów, gdy na tych terenach szumiało Morze Sarmackie. Ponadto wymienić należy wąwozy i kaniony rzeźbione w osadowej skale przez liczne tu rzeki (np. rezerwat La castel). Wiele znajdziemy pieczar i jaskiń – największa liczy ponad 80 km podziemnych korytarzy. Najważniejsze miasta regionu, Bielce i Soroki oferują liczne zabytki, spośród których na pierwszym miejscu wymienić trzeba imponującą sorocką fortecę. W północnej Mołdawii zachowało się wiele tradycyjnych drewnianych cerkiewek, których urok nie pozostawia nikogo obojętnym. Każda z nich jest inna, każda ma odrębny charakter: są fundacje naprawdę monumentalne, są i takie, które niemal niczym nie różnią się od chłopskiej chaty.
 
Mieszkańcy północnej i zachodniej Mołdawii stanowią niezwykłą mieszankę etniczną. Żywioł romański, mołdawski zlewa się tu w jeden stop z żywiołem słowiańskim, ukraińskim, rosyjskim i polskim. Nie można też zapomnieć o Cyganach. Widomym znakiem ich obecności jest bajkowa dzielnica górująca nad śródmieściem Sorok. Niegdyś jeszcze trzeba by było wspomnieć o Żydach, których obecnie pozostało bardzo niewielu. Wielojęzyczność, otwartość, gościnność i tolerancja wymuszone wiekami współegzystencji weszły mieszkańcom tak głęboko w krew, że zdają się czymś naturalnym i niezmiennym.
 
Dla nas, Polaków, zwiedzanie północnej Mołdawii ma charakter szczególnie sentymentalny. Na każdym kroku spotykamy tutaj różnego rodzaju polonica, wielu ludzi przyznaje się do polskich korzeni, wielu zachowało, mimo niesprzyjających warunków, świadomość narodową i uważa się za Polaków. Tożsamość narodowa jest źródłem dumy, wyróżnia spośród innych, łączy się z przekonaniem o wysokim poziomie kulturalnym i duchowym. Każdy z mieszkających w Mołdawii Polaków posiada własną, niezwykłą rodzinną historię, sagę o osiedlających się tu przodkach, opowieść o zmieniających i krzyżujących losy zawieruchach historii, trudnościach dnia powszedniego i niegasnącej nadziei na pomyślną przyszłość. Ewenementem jest niemal w stu procentach polska wieś – Styrcza, w której centrum zaskoczy nas widok arcyrodzimy – „norwidowskie” gniazdo bocianie na elektrycznym słupie.
           
Być może właśnie poznanie tutejszych Polaków, ludzi z godnością dźwigających swój nielekki los, ludzi uśmiechniętych i otwartych, życzliwych i solidarnych stanie się najżywszym turystycznym wspomnieniem?
 
WARTE ZOBACZENIA M.IN: miasta Bielce i Soroki, polska wieś Styrcza, drewniane cerkwie m.in. w Larga, Petruşeni, Tîrnova, rezerwaty La Castel, O Sută de Movile, Pădurea Domnească, Rudi-Arioneşti, monastyry Cosauţi i Rudi (Rughi), zabytkowy park Ţaul
 
 
CENTRALNA MOŁDAWIA
 
Centralna Mołdawia. Cerkiew monastyru TabaraGeograficzne serce kraju jest także jego centrum kulturowym oraz miejscem najważniejszych wydarzeń historycznych. Jeśli mamy mało czasu na zwiedzanie Mołdawii, najrozsądniej jest ograniczyć się do terenów położonych wokół Kiszyniowa. Jest tu wszystko, co najcenniejsze: niepowtarzalna stolica, tajemnicze Orheiul Vechi, największe na świecie piwnice winne Cricovej i Mileşti Mici, prastare monastyry, zielone wzgórza z winnicami, nieprzebyte lasy. W oddalonych od głównych szlaków komunikacyjnych i odciętych przez lasy wioskach zachowały się stare mołdawskie tradycje, kwitną wymarłe gdzie indziej rzemiosła.
 
Atrakcje przyrodnicze i architektoniczne położone są stosunkowo blisko siebie i łączą je nie najgorszej jakości drogi. Zwolennik wielkomiejskich atrakcji, miłośnik zapadłych peryferii, tropiciel historii i leśny włóczęga – każdy znajdzie coś sobie bliskiego w centralnej Mołdawii.
 
Kiszyniów. Łuk tryumfalny, a w głębi katedraZwiedzenie położonej w centrum stolicy  to obowiązkowy punkt programu każdej wycieczki do Mołdawii. Kiszyniów bardzo różni się od rolniczej prowincji, jego nerwowy rytm życia nie ma wiele wspólnego z charakterystycznym dla reszty kraju powolnym biegiem czasu. Zwiedzenie miasta daje wyobrażenie o tym, jak wyglądała rosyjska imperialna architektura XIX w. i… jak duch tego XIX w. zaadoptowany został przez sowieckich budowniczych w latach powojennych. Okazuje się, że oba style, wyrosłe przecież z przeciwstawnych założeń, doskonale ze sobą współgrają, tworząc harmonijne i przejrzyste założenie urbanistyczne, którego wyznaczniki – monumentalizm, dostojność, surowość, rozmach – obce są jednak  besarabskiej ziemi.
 
Kiszyniów to stosunkowo młode miasto, swój wygląd zawdzięcza rosyjskim architektom wojskowym. Jego centrum podzielone jest na regularne kwartały ulic po obu stronach głównego bulwaru Stefana Wielkiego. Większość interesujących muzeów, zabytkowych budowli, kościołów mieści się w pobliżu tej osi miasta, stąd łatwo zwiedzić je piechotą. Nieliczne oddalone od centrum obiekty są również łatwo dostępne dzięki sprawnie działającej komunikacji miejskiej.
 
Centralna Mołdawia Fontanna wina w Milesti MiciNa zachód od miasta ciągnie się malowniczy obszar Kodrów (Codrii). W jego krajobrazie dominują potężne lasy, rzeźba terenu jest pofalowana, co stwarza sprzyjające warunki do uprawy winorośli. Niewątpliwą atrakcją są niezwykłe besarabskie monastyry, których potężne zabudowania spotkamy na skraju wielu wiosek. Choć czasy ich powstania są nieraz bardzo odległe, to wygląd większości współcześnie istniejących fundacji zawdzięczamy XIX stuleciu i czasom dominacji rosyjskiej – stąd ich niepowtarzalny styl będący połączeniem elementów rodzimych z rosyjskim pseudobizantynizmem i klasycyzmem. Atrakcją na światową skalę są słynne piwnice winne Cricova lub Mileştii Mici. Przy wizycie w tych ostatnich emocje zaczynają się już przy wejściu. Wzrok przykuwają dwie zwieńczone baryłkami wina fontanny: jedna tryska białym, druga czerwonym (niestety, jak się okazuje to odpowiednio barwiona woda), które z baryłek, dzbanów i butelek spływa do gigantycznych kielichów. Rzut oka wystarczy: w tym miejscu rządzi Bachus! Wjeżdżamy do podziemi, gdzie atrakcją jest podziemny wodospad z krystalicznie czystą i orzeźwiająco chłodną wodą. Można się jej bez obawy napić – dalej będzie już tylko wino. Kolejne podziemne ulice ciągną się dosłownie kilometrami na głębokości 30–85 m (cały kompleks liczy ponad 200 km i kilka lat temu znalazł się w Księdze Rekordów Guinessa jako „największa piwnica winna na świecie”). W niekończących się szeregach beczek z ukraińskiego i rosyjskiego dębu dojrzewają i nabierają bukietu miliony hektolitrów boskiego napoju. Kolejnym punktem wizyty jest zwiedzanie potężnej winoteki, zwanej Złotą Kolekcją, która liczy ok. 2 milionów butelek. Umieszczone są one w specjalnych niszach, każda butelka ma swój „numer rejestracyjny” zawierający najważniejsze dane o znajdującym się wewnątrz trunku. Wiele z nich pokrytych jest grubą warstwą kurzu, oplatają je pajęczyny, porasta mech, co jest najlepszym świadectwem tego, że wino ma doskonałe warunki dojrzewania. W kolekcji znajdują się tylko miejscowe wina, ceny najstarszych (z 1969 r.) na aukcjach dochodzą ponoć nawet do 1000 euro!
 
Wizytę kończy zwiedzanie sal degustacyjnych. W kilku podziemnych komnatach i niszach można kosztować nie tylko wina, ale także zjeść najlepsze mołdawskie przysmaki. Wszystko podawane jest w stylowych wnętrzach o interesującej dekoracji, nawiązującej do dionizyjskiej symboliki wina. Konsumpcję umilają muzykanci ubrani w ludowe stroje. Latem można tu odpocząć od skwaru panującego kilkadziesiąt metrów wyżej, zimą ogrzać się przy kominku. Wszystko tonie w dyskretnym świetle, słychać wielojęzyczny gwar.
 
WARTE ZOBACZENIA M.IN.: miasta Kiszyniów i Vadul lui Vodă, piwnice winne Cricova i  Mileştii Mici, skansen archeologiczno-etnograficzny Trebujeni – Butuceni (Orheiul Vechi), muzeum Puszkina we wsi Dolna, monastyry Curchi, Tabăra, Căpriana, Hîncu i  Condriţa, rezerwaty Codrii (Kodry) i Plaiul Fagului.
 
 

WSCHODNIA MOŁDAWIA

Wschodnia Mołdawia. Dniestr w okolicach monastyru JapcaOsią wschodniej Mołdawii jest potężny Dniestr. Ta rzeka i jej liczne, jakkolwiek niewielkie, dopływy współtworzą krajobraz. Wody wyżłobiły w osadowej skale doliny – o stromych zboczach, wżynające się łagodnie w pofalowany teren – w których nie brak małych wodospadów i kaskad. Mniej tu lasów, w krajobrazie przeważają pola uprawne, im dalej ku północy, tym mniej winnic, w końcu znikają całkowicie, zbocza wzgórz łagodnieją, falują połaciami żółtych słoneczników lub soczyście zielonej kukurydzy.
 
Dniestr meandruje w zaskakujący sposób, a jego prawy, mołdawski brzeg wznosi się wysokim wałem, podczas gdy lewy jest znacznie łagodniejszy, bardziej płaski, otwiera perspektywę na niekończące się stepy. Podskórnie odczuwa się, że przebiegała tu granica wpływów rzymskiego świata w jego najlepszych czasach – ostateczny limes orientalis, że granica Wschodu i Zachodu istnieje tu w jakimś sensie ciągle. Uświadamiamy sobie, że wszystkie plemiona, które od wschodu zalewały Europę przez tyle stuleci: Scytowie, Hunowie, Pieczyngowie, Madziarzy, Mongołowie, Tatarzy i inni, przechodząc tędy, musieli odczuwać, że wkraczają w inny świat, w obcy im krąg cywilizacji europejskiej.
 
Tylko mając przed oczami szafirową wstęgę Dniestru, a w pamięci dramatyczne dzieje tej naturalnej granicy, możemy odczuć niezwykłość tworów człowieka, ostatnich może redut kultury europejskiej – skalnych monastyrów i pustelni, które przez wieki opierały się zalewowi kolejnych fal najeźdźców.
 
Cierpliwie i w pocie czoła żłobione w liczącej miliony lat skale, pustelnicze cele i kościoły Japki, Saharny, Ţipovej materializują przed naszymi oczami abstrakcyjne pojęcie trwania, a zarazem pokazują znikomość ludzkich działań, sukcesów i porażek.
 
WARTE ZOBACZENIA M.IN.: monastyry i rezerwaty Ţîpova, Saharna, Japca, malownicze odcinki doliny Dniestru.
 
NADDNIESTRZE
 
Codzienne i oficjalne życie w Naddniestrzu dzieli przepaśćNaddniestrze to z pewnością atrakcyjny i przyprawiający o dreszczyk emocji cel wyjazdów turystycznych. Dlaczego warto odwiedzić kraj, którego nie ma na mapie? Według obiegowej opinii, to ostatni bastion komunizmu w Europie, bardziej ortodoksyjny niż autorytarna Białoruś Aleksandra Łukaszenki. Wiele jest w tej opinii prawdy i warto zobaczyć to tajemnicze terytorium o niejasnym statusie, by poczuć się jak na radzieckiej prowincji w czasach Breżniewa. Okazji do tego dostarcza typowa tu radziecka architektura wznoszonych po wojnie miast, wszechobecność sowieckiej emblematyki i olbrzymi kontrast między szarą i biedną rzeczywistością a patosem i pompą jej oficjalnej, państwowej wizji. Naddniestrze jednak to nie tylko nostalgiczny skansen komunizmu, ale też kraj, który żyje, ma swoje problemy i osiągnięcia; to kraj, którego mieszkańcy nie różnią się nadto od przeciętnych Europejczyków żyjących w tej części kontynentu. Prawdę mówiąc, zastraszeni przez media, przyjechawszy do Naddniestrza, możemy być mile zaskoczeni. Pod wieloma względami kraj prezentuje się lepiej niż Mołdawia. Miasta są czystsze, drogi lepsze, ich użytkownicy bardziej przywiązani do przepisów ruchu, a zwykli ludzie są przyjaźnie nastawieni do turystów. Warto tu przyjechać także dlatego, by przekonać się, że konflikt naddniestrzański ma głębsze podglebie niż tylko ambicje lokalnych polityków, że granica na Dniestrze jest jednak granicą mentalną i ludzie po obu stronach rzeki bardzo się od siebie różnią. Podsumowując więc, każdy znajdzie w Naddniestrzu to, czego szuka: może to być unikatowy skansen komunizmu, mogą to być niezwykłości przyrody, luksusowe wycieczki szlakiem słynnych koniaków, niezwykła atmosfera prawosławnych klasztorów czy wreszcie wcale tu liczne ślady polskości.
 
W czasie wizyty w Naddniestrzu nie sposób nie odwiedzić Tyraspola. Nie tylko dlatego, że jest jego stolicą, ale przede wszystkim dlatego, że skupia w sobie jak w soczewce wszystkie cechy tego quasi-państwa: jest małym miastem, ale desperacko próbuje to ukryć i dodawać sobie wielkomiejskiego szyku, nie ma większych tradycji, ale próbuje udawać poważny stołeczny gród, zewsząd wygląda bieda, ale lekceważy się ją, skupiając uwagę przyjezdnych na dawno wyblakłych emblematach imperialnego prosperity. Miasto, tak jak i kraj, nie przyjmuje do wiadomości, że dawne dobre czasy już się skończyły i wciąż udaje, że tak się nie stało – temu chyba służą te wszystkie wzniosłe hasła na murach i nienaruszone monumentalne pomniki Włodzimierza Ilicza. Nie wszyscy jednak na tę specyficzną zmowę milczenia przystają – tyraspolska młodzież, dobrze wykarmiona zachodnią telewizją i Internetem próbuje dostosować swoje miasto do wyobrażeń o Zachodzie. Co z tego wyniknie? Na razie nie wiadomo, ale warto odwiedzić to miasto, może niezbyt piękne, ale z pewnością mogące zafascynować swoją odmiennością.
 
Rzuca się w oczy odmienność Tyraspola od Kiszyniowa: to drugie miasto, choć właściwie powstało w tym samym czasie i ma podobną historię, tworzy na tle monolitycznie sowieckiego, solennego i spokojnego Tyraspola wciągającą, żywą mieszankę rosyjsko-radziecko-mołdawsko-turecko-bałkańską.
 
Warto zatrzymać się na północy kraju, w okolicy Kamionki i Raszkowa, gdzie lewobrzeżne dopływy Dniestru i ostre wschodnie wiatry wyrzeźbiły niesamowite parowy i formy skalne. Niezwykle urozmaicona rzeźba terenu, wysokie zalesienie i czyste, niemal górskie powietrze sprawiły, że tereny te nazywa się często „małą Szwajcarią”
 
WARTE ZWIEDZANIA M.IN.: miasta Tyraspol, Bendery, Raszków, polska wieś Słoboda Raszkowska, „mała Szwajcaria”, monastyr Chiţcani, muzeum we wsi Tărnauca, rezerwat hydrologiczny Iagorlîc
 

POŁUDNIOWA MOŁDAWIA

Południowa Mołdawia. W Gagauzji czas jakby się zatrzymałNieraz spotykane opinie, że wystarczy poznać część Mołdawii, choćby region centralny, by mieć wyobrażenie o całości, wypływają z fałszywego przekonania, że materialna kultura i krajobraz całości kraju są względnie jednorodne. Nic bardziej błędnego. Południe kraju, oderwane od reszty i włączone do Turcji w XVI w., ma swój własny, niepowtarzalny charakter. Odróżnia je nawet nazwa – Budżak (Bugeac). Nie ma tu, co prawda, takich cudów natury, jak dolina Dniestru, ani też imponujących miast, jak Kiszyniów. A co jest w zamian? Przede wszystkim chyba poczucie, że już zupełnie zboczyliśmy z uczęszczanych szlaków i znaleźliśmy się na kompletnych opłotkach kontynentu. Południe to najbiedniejsza i najbardziej zacofana część kraju, turyści właściwie tu nie docierają. Na porządku dziennym jest widok furmanek i często można spotkać, dawniej niezwykle popularne w ZSRR, pełniące funkcję pojazdu rodzinnego, motocykle z przyczepką – widok naprawdę rzadki na północy i w centrum. Krajobraz południa nieco się wypłaszcza, choć rozległe i rozciągnięte w południkowym kierunku wzgórza bynajmniej nie znikają. Znika natomiast – charakterystyczny dla centrum kraju – las, ustępujący miejsca sięgającym po horyzont winnicom, rozległym pastwiskom i polom uprawnym, a także przydomowym sadom rodzącym wspaniałe śliwki i brzoskwinie. Wsie nawleczone są jak paciorki wzdłuż rozległych dolin rzecznych (największa z południowomołdawskich rzek to Ialpug), ale radosna zieleń i intensywne słońce nie powinny nas zmylić – południe Mołdawii to najbardziej tajemnicza część kraju. Tu znajduje się Autonomiczny Region Gagauzji, a jego mieszkańcy, Gagauzi – nieliczna grupa ludności turkojęzycznej – pielęgnują własną niepowtarzalną kulturę, własne obyczaje i ciekawą historię. W jej stolicy – 35-tysięcznym Komracie mieszka spora mniejszość polska. Zupełnie do niedawna zapomniana, wciąż czeka na badacza, który ostatecznie wyjaśni jej losy, ginące w pomroce dziejów.  
 
WARTE ZOBACZENIA M.IN.: miasta Komrat, Cahul, wsie Beşalma
Baurci rezerwat Prutul de Jos , cerkiew Căuşeni, Wały Trajana (Valurile lui Traian)

tekst i fotografie: Wojciech Śmieja

Artykuł jest fragmentem przewodnika po Republice Mołdowy autorstwa Wojciecha Śmieji,
który wkrótce ukaże się nakładem Wydawnictwa Piątek Trzynastego. 
http://www.piatek13.com.pl/
 
 


Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku

Po aktualne informacje o wydarzeniach kulturalnych zapraszamy do grupy [panoramakultur]

- - - - - -

     


© Stowarzyszenie Panorama Kultur 2003-2010
e-mail: biuro@pk.org.pl
powered by prot serwery

Poprawny CSS!