Radość życia Tegoroczny festiwal w Ljubljanie obchodzi swoje piętnaste urodziny pod hasłem „Radość życia”, jak zatytułowała swoje zaproszenie na LIFE dyrektor festiwalu Jelka Stergel. Impreza odbyła się w dniach 10-24 listopada i oprócz pokazów filmów towarzyszyły jej liczne spotkania z twórcami i warsztaty filmowe. Festiwalowe kina
„Komuna”,
„Kinodvor”,
„Vic” oraz kino
„Cankarjev domu” wyświetliły filmy z Europy (m.in. Austrii, Francji, Czech, Chorwacji, Niemiec, Polski, Włoch), Stanów Zjednoczonych, ale i Ameryki Południowej (Argentyny, Urugwaju), Iranu czy Tajwanu.
Ze wszystkich kategorii, w jakich wyświetlano filmy w Ljubljanie, najłatwiej pewnie można podsumować cykl
„Posveceno” („Tribute”), poświęcony w tym roku chyba najbardziej znanemu twórcy z Korei Południowej – Kim Ki-dukowi, genialnego samouka o fascynującym życiorysie, na który składa się krótka kariera w piechocie morskiej, dwuletni pobyt w zakonie, studia w Paryżu na Wydziale Sztuk Pięknych, a wreszcie debiut reżyserski filmem
„Wild Animals” w 1997 roku. W ramach cyklu wyświetlone zostały cztery filmy Ki-duka:
„Suchwiin bulmyeong” („Adress unknown”) z 2001 roku, opowiadający o losie dwóch chłopców i dziewczyny, żyjących w Korei Południowej w latach siedemdziesiątych, kiedy wciąż stacjonują tam wojska amerykańskie. Jak twierdzi Ki-duk, film mówi o tym, że w wojnie nie ma zwycięzców, ale tylko ofiary i że każdy podczas wojny tylko cierpi.
„Hae anseon” z 2002 roku to film z bezmyślnym okrucieństwem w roli głównej, historia fanatycznego oficera armii koreańskiej, który postać jest pretekstem do pokazania dramatu jednostki, ale i alegorią na temat społeczeństwa, życia, źródeł zła. Wreszcie wyświetlany także w Polsce film
„Bom, Yeoreum, Gaeul, Gyewool, Geurigo, Bom”, czyli „Wiosna, lato, jesień, zima i ...zima” z 2003 roku; opowiada on o zależności człowieka od rytmu świata i natury, ale także o zmianach, jakie zachodzą w nas, o dojrzewaniu, emocjach, tak niezależnych od nas samych i nieuniknionych jak rytm przyrody. Ostatnim filmem, wyświetlonym w cyklu
„Posveceno”, jest tegoroczny obraz Kim Ki-duka
„Samaritan Girl”, opowiadający historię dwóch dziewcząt, które chcą zarobić na bilet do Europy i zaczynają zarabiać na wyjazd najstarszym ponoć sposobem zdobywania pieniędzy....
Wśród filmów z pozostałych kategorii na uznanie zasługuje debiutancki film Zacha Braffa
„Powrót do Garden State”, które być może niektórzy widzieli lub zobaczą w polskich kinach, a którego zakręcony bohater Andrew Largeman
„has been on the pill all his youth” i to zdanie najlepiej charakteryzuje punkt wyjścia filmu. Świetny, abstrakcyjny, ale i pełen optymizmu jest włoski
„Ballo a tre passi” (Three-Step Dance”) Salvatore Mereu, który opowiada cztery historie osadzone w klimacie Sardynii. Znalazło się też coś dla wielbicieli kina duńskiego i atmosfery Dogmy – film Annette K.Olesen
„Fobrydelser” („In your hands”) o Annie, która zostaje kapelanem więziennym w więzieniu dla kobiet. Film porusza trudne kwestie wiary i nauki, zwątpienia, bólu silniejszego do miłości. I wreszcie może w ramach małej krypto-reklamy należałoby się pochwalić uczestnictwem trzech polskich filmów w tegorocznym festiwalu:
„Bar na Victorii” Leszka Dawida,
„Wesele” Wojtka Smarzowskiego oraz
„Symetria” Konrada Niewolskiego.
W Ljubljanie wyjątkowo bogato i nadzwyczaj interesująco przedstawiała się reprezentacja Europy Centralnej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Poza wymienionymi już filmami z Polski można było obejrzeć dzieła naszych sąsiadów z Rosji:
„Moj svobodnyj brat Frankenstejn” Valerija Todorovskiego, zdobywca FIPRESCI w Karlovych Varach w 2004 roku to historia z wojną czeczeńską w tle, dramat psychologiczny z elementami surrealizmu opowiadający o spustoszeniach jakie wojna czyni w psychice człowieka. Rosja to także
„Koktebel” Hlebnikova i Popogrebskiego, o którym obaj reżyserzy mówią „Nasze życie składa się z maleńkich zdarzeń, które czasami są ważniejsze niż te wielkie i doniosłe wydarzenia. I w danej chwili zależy tylko od nas czy zauważymy je czy pozwolimy im odpłynąć niezauważonymi.” Z Rosji jedziemy do Macedonii.
„Kako ubiv svetec” (How I killed a Saint”) Teony Strugar Mitevskiej, wyróżniony przez jury w Valencii, to znowu historia z wojną w tle. Viola (Labina Mitevska) po pobycie w USA wraca do domu, do Macedonii w 2001 roku, kiedy trwa konflikt między Macedończykami a mniejszością albańską. Pokoju próbują strzec siły NATO, konflikt trwa, a „peacemakers” są atakowani przez anarchistyczne bojówki, których członkiem jest między innymi brat Violi. To film o przeznaczeniu, wracaniu do zrujnowanego domu i nieistniejącego świata dzieciństwa.
Z Macedonii już tylko kawałeczek do Serbii i Czarnogóry, skąd do Ljubljany przyjechały
„Povratnik” („Homecoming”), chyba najbardziej przygnębiający film serbski, który widziałam na festiwalu,
„Sivi kamion crvene boje” („The Red Colored Grey Truck”) oraz
„San zimske noći” („Midwinter Night’s Dream”).
„Povratnik” Jovana Arsenića to film czarny jak noc. Ma „bure” zdjęcia, przygnębiający przekaz, a opowiada ponownie o powrotach. Tym razem o powrocie głównego bohatera, Marko, do rodzinnego miasta. Marko wszystko znajduje innym niż było – matka się przeprowadziła w inne miejsce, jego była dziewczyna wyraźnie go unika, przyjaciele odeszli i nie da się ukryć, że wszyscy traktują go jakby był troszkę ekscentryczny, żeby nie powiedzieć, nienormalny. Pozostaje mieć nadzieję, że nie jest to próba stworzenia obrazu współczesnej młodzieży serbskiej, choć reżyser mówi o przygotowaniach do swojego fabularnego debiutu: „Praktykowałem trzy miesiące w belgradzkim szpitalu psychiatrycznym dla młodych ludzi. Niektóre z historii, które tam usłyszałem, stały się inspiracją do tego filmu.” I kolejny film o powrocie.
„San zimske noći” Gorana Paskaljevića opowiada o powrocie do domu Lazara (Lazar Ristovski, który, chciałoby się powiedzieć, „jak zwykle”, stworzył cudowną postać) po dziesięciu latach spędzonych w więzieniu. Ku swojemu zaskoczeniu zastaje w swoim mieszkaniu dwie uciekinierki z Bośni – Jasnę i jej autystyczną córkę, Jovanę. Początkowo próbuje się pozbyć gości, ale potem jego stosunek do Jasny i jej córki zmienia się. I znowu jest to film o piętnie wojny, cierpieniu ludzi niewinnych, których zawsze wojna dotyka najmocniej, ale przede wszystkim Paskaljević pokazuje przygnębiający świat powojennej Serbii z jej niby-demokracją i niby-zmianami na lepsze.
Wreszcie mój ulubiony film festiwalu
„Sivi kamion crvene boje” Srdjana Koljevića z Srdjana Todorovićem i Aleksandrą Balmazović w rolach głównych. Ratko, były więzień, a aktualnie kierowca ciężarówki i Suzana, zbuntowana dziewczyna z Belgradu. On daltonista, który zawsze widzi świat z troszkę innej perspektywy niż inni ludzie, wzruszająco dobry i naiwny, i ona, zwykle rozpychająca przeciwności życia łokciami, a teraz bezradna wobec wiadomości, że jest w ciąży. Jest czerwiec 1991 roku, wojna wisi w powietrzu, a bohaterowie jadą z Belgradu do Dubrownika. To coś a'la film drogi, drogi tragicznej, bo bohaterowie mijają patrole wojskowe, czołgi, oddziały wojsk, które kiedyś były armią jugosłowiańską, teraz nie wiadomo tak naprawdę kim są, wraz ze zbliżaniem się do Dubrownika, umiera jakaś nadzieja w tym filmie, a jednocześnie wciąż można patrzeć na rzeczywistość oczami Ratko – inne kolory, inna perspektywa, a może i inna rzeczywistość....może to wszystko nie dzieje się naprawdę?
„Sivi kamion crvene boje” pewnie się spodoba wielbicielom serbskiego kina współczesnego, tego optymizmu
„Małego świata”, „Munje”, bo mimo przygnębiającej treści
„Sivi kamion…” jest zabawny i gorzko-słodki.
Z Serbii już tuż-tuż do Bośni i Hercegowiny, Chorwacji i wreszcie do gospodarza festiwalu - Słowenii. Chorwacja i Bośnia i Hercegowina są koproducentami filmu Zrinko Ogresty
„Tu”, post-wojennego dramatu, przedstawiającego sześć mini-historii o tych, którzy doświadczyli wojny jako żołnierze, ale i tych, którzy zostali w domu. Film czarny i pokazujący brudny świat wojny.
Samą Chorwację reprezentował film
„Svjedoci” Vinko Brešana, znany widzom Warszawskiego Festiwalu. Film oparty na książce Juricy Pavcića, opowiada o zabójstwie Serba w chorwackim Karlovacu; przypadkowym świadkiem okazuje się córka ofiary. Mroczny film chorwackiego reżysera rysuje sylwetki zabójców, opowiada o reakcji lokalnej społeczności, o dążeniu do wykrycia prawdy i szukaniu sprawiedliwości w niesprawiedliwym świecie wojny, a także o tym, jak zaskakująco zachowuje się jednostka w ekstremalnych warunkach.
Kolejny chorwacki film
„Ta divna splitksa noć” wyłamuje się ze schematu tematyki wojny i powrotów na rzecz…narkotyków. Arsen Ostojić opowiada trzy tragedie inspirowane narkotykami i historie trzech par, próbujących sprostać ekstremalnym sytuacjom, w których się znaleźli.
Docieramy wreszcie do Słowenii, którą reprezentuje między innymi film Janeza Burgera
„Ruševine” (The Ruins”) – film o miłości, jak twierdzi reżyser, ale o miłości do fascynacji, a nie do kobiety, kobieta odgrywa tu rolę drugorzędną. Herman, charyzmatyczny reżyser teatralny tworzy właśnie dzieło swojego życia, zaprasza do udziału w przedsięwzięciu ukochaną i wszystkich przyjaciół. Dzieło powstaje, a w miarę rozwoju prac wychodzą na jaw różne sekrety i manipulacje Hermana, nawet rzekomo średniowieczny dramat, nad którym Herman pracuje okazuje się manipulacją...
I wreszcie
„Tu pa tam” („Tu i tam”), debiutancki film Mitjego Okorna, historia czwórki przedsiębiorczych młodzieńców, którzy pożyczają dużą sumę i… nie mają jej jak zwrócić. Uciekają się do hazardu, szantażu i wielu innych równie „skutecznych” sposobów zdobycia pieniędzy, a mają na to tylko siedem dni....
”Tu pa tam” to komedia, pełna dziwnych gagów, wpadek, ale i czarnego humoru, niewątpliwie będącego zasługą młodego, charyzmatycznego reżysera.
Urodzinowy Festiwal Filmowy w Ljubljanie okazał się bardzo urozmaicony i niezwykle ciekawy pod względem doboru repertuaru, a dodatkowym plusem był pobyt w samej Ljubljanie, maleńkim i pięknym mieście, które ciepło wita podróżnych, a ja już z niecierpliwością czekam na szesnaste urodziny LIFE...
przygotowała Anna Trybuch
tekst obecny w serwisie PK od 25.11.2004
sl.liffe.si - oficjalna strona festiwalu Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku
- - - - - -