Polecamy te strony
 
 
 

 
 Lirnicy ukraińscy
Tradycje lirnickie na Ukrainie

Lira korbowa to bardzo stary instrument, znany w Europie prawdopodobnie już około IX/X wieku. Zapiski o instrumencie zwanym organistrum odnajdujemy już w pracy benedyktyna z francuskiego klasztoru Odo de Cluny.

Do muzykowania na organistrum potrzeba było dwóch muzyków, którzy trzymali instrument na kolanach przy czym jeden kręcił korbą, a drugi wygrywał melodie na umieszczonych w instrumencie klawiszach.

Przez długi czas grano na lirze w klasztorach, później kiedy coraz większą popularność zaczęły zyskiwać organy (XIII w.) stała się instrumentem dworów i uniwersytetów. Dopiero w XV wieku zupełnie znikneła z uniwersytetów i dworów. Przez szlachtę uważana za przeżytek trafiła do ludu i zaczęła krążyć po świecie w rękach wędrownych muzyków. Przez co zyskała zupełnie nową jakość.

Wraz ze zmianą funkcji i wyglądu instrumentu zmieniła się także jego nazwa. Odtąd nie nazywa się już organistrum tylko lira i jest mniejsza, co pozwala grać na niej jednemu grajkowi. Podstawowa konstrukcja się nie zmienia: nadal używa się korby, która porusza koło okryte włosiem, pełniące rolę smyczka. Pozostają trzy struny: na jednej wygrywa się melodię, a dwie pozostałe pełnią rolę burdonu.

Odtąd lira to narzędzie pracy wędrownych muzyków...

"Jezusie mój kochany
Sercu słodkości
Pociecha w biedzie jedyna
I moja radości(...)
Bo kto mi biednemu
W biedzie dopomoże
Jeśli nie Ty Wszechmogący
Panie Jezu Boże(...)"


(Jezusie mój
Modlitwa kobziarza)

...widzę w tej pieśni starszego człowieka o siwej gęstej brodzie, odzianego w szary, znoszony ale czysty strój. Nogi ma starannie opatulone onucami, na które nałożył miękkie łapcie. Człowiek ten stał się symbolem swojego narodu, ale jednocześnie czasów które już przeminęły.
Nie spotyka się już na drogach wędrownych grajków, starców wypraszających u Boga łaski za kawałek chleba lub dach nad głową. Ludzi, którzy w swojej pieśni niosą tradycję wielu stuleci, są pieśniarzami, muzykami i duchowymi nauczycielami.

Drogi współczesnego świata nie są w stanie przyjąć tych wędrowców, ale zniknęli oni ze ścieżek nie w sposób naturalny. Przetrwali aż do lat 30 tych XX wieku, kiedy w wyniku działań radzieckiego terroru wymordowano większość lirników i kobziarzy.
Zniknęli niemal zupełnie, ale dzisiaj ich pieśń powraca z wielka siłą w ustach profesjonalnych muzyków. Słyszymy ją na uniwersytetach, w salach koncertowych, a nawet na ulicach miast. Pieśń tradycyjna okazuje się dziś wyjątkowo potrzebna.

W twórczości współczesnych lirników i kobziarzy odzywa się wielowiekowa tradycja powstająca w ich wędrówce i wędrówce ich poprzedników. Wiadomo, że już bardzo dawno temu istnieli na Ukrainie wędrowni śpiewacy, wędrujący kalecy, pielgrzymi. Kobziarze i lirnicy właśnie im zawdzięczają większość swojego repertuaru: duchownych pieśni i psalmów, które wyrosły z grecko-bizantyjskiej tradycji epickiej.

Obie te tradycje, kobziarska i lirnicka, były zawsze pokrewne, zawsze szły obok siebie. Kształtowały się od dawien dawna na terenach polskich, białoruskich i ukraińskich. Źródła wskazują, że już w wiekach średnich lira trafiła na wschód Europy, do Polski i na Ukrainę, prawdopodobnie też na Białoruś. Lirnictwo, choć wyrastające razem z kobziarstwem, stało się z czasem autonomiczną, wysoko rozwiniętą jakością, mającą sobie tylko właściwe cechy.

Wędrowcy pojawiali się nie tylko we wsiach, ale i w miastach, gdzie obcując z literaturą danych czasów, tworzyli swoje pieśni. Bo, czerpiąc z tradycji, lirnik w swoim śpiewie realizuje własną indywidualność twórczą.

Wskazuje się też na wyjątkową pamięć wędrownych dziadów. Wiadomo, że każdy starzec miał w repertuarze kilka dum, kilkanaście psalmów, kantyczek i innych pieśni.
Dumy opowiadały historie bojów, opiewały dzielność narodowych bohaterów. Śpiewano dumy o Iwanie Konowczenko, znaną w wielu rejonach dumę "Płacz niewolników" - błaganie o wyzwolenie z niewoli tureckiej, dumęo burzy na Morzu Czerwonym, i inne. Oprócz tego wykonywano psalmy: o Dziewicy Maryi, Mękach Chrystusowych, o Archaniele Gabrielu czy pieśni o charakterze moralizatorskim: "O Prawdzie i Krzywdzie", "Sierotki", i wiele, wiele innych.

Andrij Szut - kobziarz żyjący i działający w XIX wieku, obdarzony niezwykłą pamięcią i talentem, znał dwanaście dum i wiele innego rodzaju pieśni. Oto jedna z pieśni jego repertuaru.

Niewolnicy

"Jak w niedzielę rano
Głośno dzwony zadzwoniły,
To nie szaropióre orły zaszczebiotały,
To nie siwa kukułka zakukała;
To biedni niewolnicy, siedzący w niewoli, zapłakali.
Ej, nie mieli komu się pokłonić.
Pokłońmy się choć temu gołąbkowi siwiutkiemu...
Poleć ty do naszych grodów chrześcijańskich,
Do naszych ojców, do matek,
Wpadnij na podwórko i żałośnie zagruchaj,
O nas niewolnikach, przypomnij"


W XIX/XX wieku działał na Polesiu Tereszenko Parhomenko (ur. 1872), uczeń kobziarza A. Hojdenka. Miał bardzo bogaty repertuar, znał 8 dum, pieśni historyczne, m.in. o Sawie Czałym, 28 psalmów duchownych i inne. Na bandurze grał znakomicie, a posługiwał się także lirą. Przekazywał tez swoje umiejętności dalej, m.in. Awramowi Grebiniowi (1878-1961), który stracił wzrok w 16 tym roku życia. Jego repertuar został zapisany w latach 50 tych XX stulecia.

W najdawniejszych czasach starcy nie byli ograniczeni żadnymi ramami terytorialnymi, a ich działalność nie była w żaden sposób sformalizowana. Wędrowali po kraju wymieniając się między sobą repertuarem i zapewne też doświadczeniami. Pieśń płynęła po rozległych terenach Ukrainy, ale i przenikała poza jej granice współdziałając z podobnymi tradycjami w Polsce i na Białorusi.

Zanim, najprawdopodobniej w XIX wieku, zaczęły powstawać bractwa lirników i kobziarzy zajęciem tym parali się oślepieni w bojach z Tatarami czy Turkami mężczyźni, którzy zamieniali zbroję na instrument i podejmowali wędrówkę po przebytych w bojach terenach.

W wyniku poszerzania się terytorium działania kozackiego eposu na Ukrainie powstała konieczność ochrony praw i twórczości kobziarzy i lirników. Zaczęli więc organizować się w cechy i bractwa, przy których powstawały szkoły. Do szkoły przyjmowano niewidomych 14-16 letnich chłopców, którzy pod okiem mistrza, zwanego panotciem (ukr. pan-otec) poznawali tajniki gry na danym instrumencie. W niektórych źródłach czytamy nawet, że widzących w ogóle do bractwa nie przyjmowano.

Mistrz był nie tylko nauczycielem, ale i duchowym przewodnikiem. Nauka trwała średnio trzy lata, w czasie których uczeń miał opanować grę na instrumencie, nauczyć się dum, psalmów i pieśni. Przy czym nauczyciel nie przekazywał wszystkich znanych przez siebie pieśni, aby uczeń nie znał więcej niż on i potem sam zdobywał pieśni do swojego repertuaru. Dowiadywał się, że podejmuje ważną misję krzewiciela etyczno-moralnych, estetycznych i religijnych wartości.
Uczono także tajnej gwary, dzięki której łatwiej było chronić tajemnice bractwa. W czasie nauki uczniowie parali się żebractwem w celu utrzymania swojego majstra. Uczeń nigdy nie zmieniał nauczyciela.

Po ukończeniu nauki następował rytuał przyjęcia do bractwa. Rytuał kończył się swoistym błogosławieństwem na samodzielną pracę. Wszystko to działo się na zebraniu starszyzny bractwa, gdzie przychodził uczeń wraz z nauczycielem. Tam odbywali oni ze sobą dialog, który rozpoczynał się słowami ucznia: Modlitwami Świętych Ojców naszych, Panie Jezu Chryste, Boże nasz..., na co nauczyciel odpowiadał: Amen. Potem odbywał się dalszy rytuał, w czasie którego, m.in. uczeń dziękował za duchowe dziedzictwo i naukę przekazaną mu przez majstra. Od tej pory stawał się samodzielnym muzykiem i mógł ze swoją lirą rozpocząć pracę. Wędrując po kraju i pieśnią mówić o wartościach religijnych i moralnych, przestrzegać i pokrzepiać ludzkie serca. A dumą kozacką sławić historię bojów własnego narodu.

Dzisiaj kobziarstwo i lirnictwo stały się przedmiotem badań naukowych, inspiracją twórców (widać to m.in. w działalności etnomuzykologa Mychajło Chaja). Ale także, a może przede wszystkim poszukiwaniem własnych korzeni i sensu istnienia człowieka. To odczytywanie na nowo starej tradycji, bez której człowiek, zawieszony w teraźniejszości, nie oglądając się za siebie, nie wie skąd i dokąd idzie. Być może stara pieśń, mająca za sobą długą drogę w dziejach danego narodu pozwala odnaleźć poczucie tożsamości. Wyrywa człowieka z zagubienia we współczesnym świecie bezosobowości i oderwania od historii.

W latach 70 tych w Kijowie zaczęto odkrywać autentyczny śpiew wsi i w ogóle muzykę ludową. Badaniami i odtwarzaniem tej muzyki zajęli się m.in. muzykolodzy, którzy wykładali na Uniwersytecie. Głównym inicjatorem tych działań był nie żyjący już Mykoła Budnyk czy Jewhen Jefremow, Irina Kłymenko. Tradycja dzięki ich fascynacji trafiła do miast. Interesowano się nie tylko śpiewem, ale i narodowymi instrumentami.
Na nowo zaczął działać Cech Kobziarzy i powstawać Kobzarskie Szkoły (wykładający tam Wołodymyr Kuszpet). Muzykolodzy podjęli się badań nad tradycją jednocześnie sami będąc wykonawcami, jak Mychajło Chaj - lirnik, badacz lirnickiej tradycji czy Taras Kompaniczenko - członek Cechu Kobziarzy. Muzyków tych można spotkać i w Polsce na festiwalach, koncertach czy wykładach.

Barbara Mindewicz

Zachęcam do własnych poszukiwań !

Warto odwiedzić w Internecie:
www.koka.serpent.pl/chaj.html
www.ukrfolk.kiev.ua
www.bandura.org
www.bandura.net
www.gurdy.uk

I trochę muzyki:
www.umka.com.ua/rus/catalogue/49/

 



Poka ten tekst swoim znajomym na Facebooku

Po aktualne informacje o wydarzeniach kulturalnych zapraszamy do grupy [panoramakultur]

- - - - - -

     


© Stowarzyszenie Panorama Kultur 2003-2010
e-mail: biuro@pk.org.pl
powered by prot serwery

Poprawny CSS!