Polecamy te strony
 
 

Wydawnictwo Czarne Pogranicze - Sejny
   
 Ośrodek "Brama Grodzka - Teatr NN"  Lublin - Pamięć Miejsca
   
 czasopismo Na Vychod  Kolegium Europy Wschodniej
   
Galeria Soroczka  Art Historian Information from Central Europe
   
Tolerancja.pl o Ukrainie na portalu Rostra
 

www.paradoks.net.pl


Audioskop.net - internetowy sklep muzyczny



Wydawnictwo Muzyka Odnaleziona - www.muzykaodnaleziona.pl
 

Dom Szewca Fawki - projekt Stowarzyszenia Panorama Kultur


www.pk.org.pl/facebook
Naszą grupę w serwisie Facebook znajdziesz pod adresem www.pk.org.pl/facebook 

 

 

Reklama wspiera działalność serwisu Panorama Kultur

 

 

 
 Spacer po Egerze
Spacer po Egerze

Była słoneczna, lipcowa niedziela. Bernadeta przy drzewkach owocowych, które od wczoraj kusiły nas śliwami i brzoskwiniami, oświadczyła, że pójdzie na mszę i na placu rozdzieliliśmy się. Kościół Minorytów szybko ją pochłonął. Fioletowo-różowa budowla cudownie prężyła się do wolnego od chmur nieba, komendant stał nieugięty, a my nie wiedzieliśmy co ze sobą począć. Kinga ze stoickim spokojem przeglądała pocztówki w budce z pamiątkami, a Łukasz mierzył z aparatu do uliczek. Wróble na pobliskich drzewach ćwierkały wesoło. Pachniało parzoną kawą i frytkami.

No i w końcu padło na minaret. Niby to niepozorne, niby to cienkie jak ołówek, ale jak przyszło wyjść na górę to sprawa wyglądała inaczej. Pani z czasopismem w ręku i winem w plastyku opartym o stołek zbierała po 200 forintów i pilnowała aby nie przekroczyć przepisowej ilości osób, które naraz mogły wejść na wieżyczkę. „Ja mam lęk wysokości” – przypomniała z lekkim uśmiechem i strachem w oczach Kinga odczytując w tej samej chwili SMS-a. Kolejka była długa, ale przyszedł i czas na nas. Wchodząc przygarbiony po krętych schodach myślałem, że obdarłem łokcie do krwi. Łukasz prowadził. Ja obstawiałem tyły. Blade światło lamp co jakiś czas gasło w ciemnościach, to znów pojawiało się. I tak do samej góry.

Tak więc Eger ma kilka kościołów, bazylikę, Líceum, zamek i czerwone dachy. Barwne kamienice i wciśnięte między nie domki ciągną się we wszystkich kierunkach, czasami przecinają je skrzyżowania, czasami świątynie i tak aż zieleń horyzontu o smaku wina nie stanie im na drodze. Renesans i barok – na zmianę – wychwalają długą historię miasta Węgrów i Żydów, przybyszy z Bałkanów i Azji Mniejszej. Gdzieniegdzie również ślady po sobie pozostawiły czasy komunizmu, ale prawdę mówiąc nas wtedy zupełnie nie interesowały szarości z poprzedniej epoki. Ludzie śmigali na motorach i samochodami po krętych uliczkach, w dali wisiały postacie gór, a pod nami niecierpliwiła się grupa kolejnych turystów. Miasto oddychało spokojnie, a my z błogostanem ducha na wysokości czterdziestu metrów staraliśmy sobie przypomnieć wszystkie arabskie motywy filmowe jakie widzieliśmy i choć przez chwilę poczuć się jak wtedy gdy nad Egerem czuwał Allah.

Kossuth Utca, Széchenyi Utca, Bródy Utca. Chłonęliśmy dalej zabudowania we wszystkich możliwych kolorach, węgierski mieszał się nam z tureckim, włoskie obrazy z kubańską architekturą, prawosławie z katolicyzmem, rozklekotane autobusy z dzieciarnią przed McDonalds, piekielna Eros Pista w schronisku i „słodkie zawijasy” na placu Istvána, węgiersko-angielski ślub i cygańskie melodie w Dolinie Pięknej Pani. Wyobraźnia szalała, a my nie wiedzieliśmy już co było prawdą, a co zrodziło się z naszych wspólnych snów i wizji. Eger był jak gospodarz, który otwiera drzwi swojego domu, pozwala się rozgościć, wejść na pokoje, posmakować wina, poczuć się jak u siebie, po czym znika żeby goście sami zechcieli go odszukać.

Godzinę przed odjazdem usiedliśmy na ławkach w parku. Zmęczeni upałem popijaliśmy wodę, a cień pobliskich krzewów dawał złudzenie ochłody. Nieopodal ludzie zażywali kąpieli. Pod niewielką pagodą, która zapewne odświętnie gości kwartety smyczkowe, grupa młodzieży ćwiczyła akrobacje na deskach i rolkach. Skoki, podskoki, slalomy i zjazdy po stopniach co jakiś czas przerywał upadek któregoś z cyrkowców. Dziwiliśmy się, bo już kilkanaście razy powinni dobrze się połamać. Eger dudnił nam w uszach. Nad nami przeleciał helikopter. Czapki spadały z głów.


Łukasz Sobolewski - tekst

Łukasz Jan Dembski - fotografie


* Dobó István – bohaterski komendant, który w 1552 roku obronił Eger przed najazdem armii tureckiej. Pół wieku później na 90 lat miasto zostało przejęte przez Turków.


tekst obecny w serwisie PK od 18.11.2005

skomentuj artykuł na forum >>

Pokaż ten tekst swoim znajomym na Facebooku

Po aktualne informacje o wydarzeniach kulturalnych zapraszamy do grupy [panoramakultur]

- - - - - -

     


  1 2 3  >

Reklama wspiera działalnosc serwisu Panorama Kultur
© Stowarzyszenie Panorama Kultur 2003-2010
e-mail: biuro@pk.org.pl
powered by prot serwery

Poprawny CSS!